Antoni Heba: Jak sprzedać 448 artykułów konstytucji Europejskiej we Francji?
Chyba najlepiej zrobić to szybko. Władcy Republiki już zdradzają pierwsze oznaki pośpiechu. Wpierw planowano referendum w czerwcu, teraz mówi się już o końcu maja. Takie przyspieszenie to oczywiście woda na młyn krytyki przeciwników traktatu. Ci ostatni radują się sondażami, według których spada poparcie dla konstytucji. Wniosek jest prosty, zwolennicy traktatu, widząc nadchodzące chmury, uciekają do przodu.
A może chodzi tu tylko o wymogi techniczne? A są niebagatelne. Trzeba wydrukować i dostarczyć każdemu z 41,5 milionów wyborców kopię traktatu, który zawiera aż 448 artykułów. Ponieważ koszt druku jest wysoki, został już rozpisany obowiązkowy europejski przetarg, aby rozstrzygnąć, kto wydrukuje i roześle traktat ludowi. Prawie 9 miliardów stron powędruje najpierw do prefektur, a dopiero później do rak obywateli. Według ministerstwa spraw wewnętrznych, cała procedura przygotowawcza powinna zabrać około stu dni.
Wracając jednak do polemiki zwolenników i przeciwników, to czas zapoznać się ze stanowiskami rządzących i opozycji. Zacznijmy od najważniejszej osoby we Francji, od prezydenta Jacques’a Chiraca. Jest on zadeklarowanym zwolennikiem, jego podpis widnieje na konstytucji europejskiej. Pałac Elizejski podkreśla „obowiązek i odpowiedzialność partii politycznych”, aby prowadzić kampanię. Sam prezydent oficjalnie zastanawia się jeszcze nad sposobem i momentem rozpoczęcia swego udziału.
Prawdę mówiąc, to jego kampania już ruszyła podczas spotkania z hiszpańskim premierem w Barcelonie, 11 lutego. Swoją droga, to część elektoratu Chiraca jest zaskoczona, bo w końcu Zapatero to socjalista. Tak ramię w ramię z lewakiem promować konstytucję? Prezydent paruje ciosy, uzasadniając swoje spotkanie potrzebą „budowy trwałych sojuszy w Europie” między państwami o podobnej, tj. „socjalnej” wizji Europy. Chodzi mu głównie o przekonanie, że konstytucja „jest tekstem postępowym, który pozwoli lepiej reagować na potknięcia Europy krytykowane regularnie przez Francję”. Głowa państwa ma występować rzadko podczas oficjalnej trzytygodniowej kampanii.
Dla premiera Raffarina, zaangażowanie w poparcie projektu jest tylko kwestią czasu. Ten niepoprawny optymista pozytywnie wyraża się nawet o ostatnich złych wieściach z sondaży, które mają zmobilizować zwolenników do aktywnej kampanii i ostrzec przed uśpieniem czujności. Premier przedstawił niedawno swój plan: wpierw zaangażowanie w objaśnianie traktatu, a następnie prawdziwa kampania poparcia za pomocą rządzącej partii UMP (Zjednoczenie na Rzecz Ruchu Ludowego), z której wywodzi się premier. Każdy minister dostał za zadanie chwalenie traktatu na swojej działce, a koronnym argumentem na rzecz projektu konstytucji ma być obrona „humanistycznego modelu inspirowanego przez Francję”, w przeciwieństwie do anglosaksońskiej, egoistycznej i rynkowej wizji Europy. Premier chce aby jego drużyna walczyła z „ludźmi nostalgicznymi, konserwatystami i utopistami”.
Prawdziwa kampania polityczna obozu rządzącego ma zacząć się nazajutrz walnego zgromadzenia UMP, 6 marca, kiedy partia rządząca określi definitywnie swoje stanowisko. Wszyscy wiedza zawczasu, że prawica dowodzona przez Sarkozy’ego, opowie się za traktatem. Jednak do tego dnia, przywódca UMP pozwala na swobodna dyskusję wewnątrz partii, a krytyka traktatu jest w UMP obecna, i to nie tylko jako veto odosobnionych. Przywódcy formacji rządzącej chcą dąć wyraz innemu TAK niż socjaliści. UMP nie planuje wywieszania plakatów, koncentrując się na spotkaniach z wyborcami.
W partii socjalistycznej (PS) zdania były mocno podzielone. W wewnętrznym referendum z 15 lutego 42% członków głosowało przeciw traktatowi. Jednak za namową François Hollande, sekretarza generalnego partii, większość członków opowiedziała się za ”szczerym, jasnym i socjalistycznym TAK”. W ten oto sposób socjaliści rozpoczęli swoją kampanię, a hasłem na ich plakatach będzie: „Z socjalistami całej Europy, powiedzcie TAK konstytucji”. Właśnie jedność europejskich socjalistów to główny argument największej z francuskich partii lewicowych. Kierownictwo pragnie oddzielić referendum od doraźnej krytyki rządzącej prawicy. Chcąc jednak pozostać sobą, czyli opozycją, krytykuje partie rządzącą słowami głównego sekretarza: „kiedy widzę sytuacje na prawicy, kiedy widzę wahania, pomyłki i zatargi personalne, mowie sobie wraz z socjalistami, że to my musimy mieć inicjatywę”.
Odważne twierdzenia służą jednak też innemu celowi: maja zagłuszyć, poprzez ucieczkę do przodu, przeciwników traktatu w samej partii socjalistycznej. Były premier Laurent Fabius, jeden z bardziej znanych członków PS, pozostaje prywatnie przeciwnikiem traktatu i lakonicznie streszcza swoje pretensje do projektu: „Dyrektywa Bolkensteina, przenoszenie produkcji, za drogie euro, Turcja”. Przygotowuje również opinie publiczną na ewentualne odrzucenie traktatu: „możliwe jest, że jedno lub więcej państw zagłosuje przeciw. To nie będzie katastrofa.”
Niektórzy byli członkowie PS jak Jean-Pierre Chévénement, obecnie przywódca oddzielnej partii, aktywnie nagłaśniają swój sprzeciw. Ale nie chcąc wyglądać na anty-europejczyka, Chévénement snuje ciekawe plany powstania „strategicznego aktora” który łączyłby Francje, Niemcy, Hiszpanię, Belgię i Luksemburg, wykluczając kraje Europy Środkowo Wschodniej, które „jędzą z ręki Ameryce”.
Prawicowy Ruch na rzecz Francji (MPF) , któremu przewodzi Philippe de Villers, już od stycznia prowadzi kampanie przeciwko projektowi konstytucji. W dniu Trzech Króli, w którym we Francji podaje się specjalne ciasto, de Villers przedstawił publiczności zgromadzonej na wiecu MPF ogromne ciasto z kopułami przywołującymi na myśl architekturę turecką. Ciasto otaczała banderola z napisem „w podzięce dla Jacques’a Chiraca, Erdogan” Hasłem de Villersa jest „NIE dla Europy tureckiej, NIE dla Europy anty-demokratycznej, NIE dla Europy bezrobocia”.
W partii zielonych zwolennicy TAK zwyciężyli w tym tygodniu, ale niewielką przewagą 52% głosów. To zadziwiająco niski wynik dla tej tradycyjnie pro-europejskiej formacji, której członkiem jest miedzy innymi Daniel Cohn-Bendit.
Na końcu aspekt prawny całej sprawy. Senat Republiki przegłosował 17 lutego projekt zmiany konstytucji francuskiej, umożliwiając wspólnej sesji Senatu i Zgromadzenia Narodowego głosowanie ostateczne nad poprawką. Wówczas projekt musi uzyskać większość trzech piątych głosów, aby zostać przyjęty. Zmiany zawarte są w czterech artykułach, z których najbardziej kontrowersyjne są artykuł drugi i czwarty. Przewidują one obowiązkowe urządzanie referendum we Francji przy ratyfikacji przyszłych akcesji do UE. Nie dotyczyło by to krajów, z którymi rozpoczęto już negocjacje, a więc Bułgarii, Rumunii i Chorwacji. Chodzi zatem oczywiście o Turcję, która powraca jak bumerang w wielu debatach na temat majowego głosowania we Francji.


Politycy chwalą, rolnicy ganią. Umowa Unii Europejskiej z Australią wzbudza kontrowersje
Holandia chce się zbroić, ale bez unijnych planów
Europejscy rolnicy mierzą się z wieloma problemami
Zatrzymanie imigracji przez Tunezję to nie tylko koszt finansowy