Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Strefa wiedzy Polityka Europa. Na Zachodzie bez zmian

Europa. Na Zachodzie bez zmian


24 luty 2013
A A A

Wybór Baracka Obamy na 44. prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki przyjęty został niemal na całym świecie z dawno niespotykanym entuzjazmem oraz nadzieją na radykalne zmiany jakościowe w polityce zagranicznej i w sposobie działania USA na arenie międzynarodowej. Niedawno zainaugurowana druga kadencja Demokraty niesie ze sobą wiele nadziei. Europa oczekuje większego zaangażowania w kontynuację rozpoczętych do tej pory inicjatyw i realizacji złożonych obietnic. Jednak sygnały płynące z Waszyngtonu nie są wcale potwierdzeniem tych oczekiwań, a Stary Kontynent został pominięty już w samej kampanii prezydenckiej.

Gasnący płomień

Z jednej strony Stany Zjednoczone, jako mocarstwo o olbrzymim potencjale politycznym, ekonomicznym, militarnym i naukowo-badawczym, nie mogą pozwolić sobie na żadne radykalne zmiany swej strategii działania wobec kluczowych aktorów stosunków międzynarodowych. Warunkują to zarówno globalne interesy USA, jak też pozycja tego państwa jako wciąż najważniejszego gracza na arenie międzynarodowej. Z drugiej jednak strony, dwie kadencje prezydentury Georga W. Busha doprowadziły do znaczącego zmniejszenia się przywódczej roli USA w świecie. Należy przy tym zwrócić również uwagę na kosztowne interwencje zbrojne oraz kryzys gospodarczy, który wyraźnie wpłynął na erozję pozycji Ameryki jako globalnego supermocarstwa. Rola, jaką Stany Zjednoczone odgrywały przez kilkanaście lat po zakończeniu Zimnej Wojny, określana wprost jako hegemoniczna w skali globu, za prezydentury Georga W. Busha zaczęła się kurczyć w zastraszającym tempie.

W wymiarze ideologiczno-politycznym, prezydent Barack Obama – jako Demokrata – nieuchronnie prowadził politykę zagraniczną obciążoną balastem pozytywnych i negatywnych doświadczeń Partii Demokratycznej w zakresie aktywności międzynarodowej USA. Te tradycyjne środki Demokratów to przede wszystkim poleganie na sojusznikach, głównie europejskich, i organizacjach międzynarodowych, a także podejmowanie działań militarnych wyłącznie w razie ataku na kraj lub jego strategicznych sojuszników [1].

Ciężkie czasy

Priorytetowa pozycja Europy w polityce zagranicznej USA na początku pierwszej kadencji Obamy była jak najbardziej naturalna. Region ten to nie tylko kolebka państwowości amerykańskiej i miejsce, skąd wywodzili się przodkowie większości współczesnych Amerykanów. To także wspólnota cywilizacji, kultury i wartości, przekładająca się na bliskie związki instytucjonalno-polityczne.

Uważano, iż po politycznej zmianie warty w Białym Domu stosunki Stanów Zjednoczonych z Europą mają szansę być tym kierunkiem polityki zagranicznej USA, w którym rzeczywiście może nastąpić nowe otwarcie, zwłaszcza w ramach relacji transatlantyckich. W najbardziej widoczny sposób zapowiadana nowa jakość w polityce zagranicznej Waszyngtonu zarysowała się właśnie w stosunku do Europy. Jednak ów "miesiąc miodowy" szybko się zakończył, po tym jak został poddany ciężkim próbom twardej międzynarodowej rzeczywistości [2].

Dobre relacje między USA a Europą są niezbędnym warunkiem efektywnej współpracy euroatlantyckiej we wszystkich najważniejszych wymiarach: politycznym, militarnym i ekonomicznym. W ramach UE istnieje jednak wyraźny podział między państwa ściśle zainteresowane współpracą, takie jak Wielka Brytania czy Polska oraz państwa opowiadające się za zmniejszaniem roli USA w Europie – Francja i Niemcy. Również zaangażowanie amerykańskie we współpracę z Europą bywa różne. Co więcej, wydaje się że druga kadencja Baracka Obamy upłynie przede wszystkim pod znakiem rozwiązywania problemów wewnętrznych.

W polityce zagranicznej raczej należy spodziewać się natomiast skupienia na Azji, w tym szczególnie  na Chinach. Już pierwsza kadencja pokazała, że Europa, a szczególnie Europa Środkowowschodnia nie należy do priorytetów Obamy. Potwierdzają to słowa znanego amerykanisty, profesora Zbigniewa Lewickiego: “My potrzebujemy kogoś kto nas, powiem trywialnie – lubi. Obama niespecjalnie Europę lubi [3]”.     

Biorąc pod uwagę prognozy specjalistów, a także analizując wypowiedzi Obamy na temat Europy, należy się spodziewać raczej utrzymania status quo, rozumianego jako zmniejszenie amerykańskiego zainteresowania tym regionem. Ameryka będzie koncentrowała się na polityce wewnętrznej, co z punktu widzenia obecnej sytuacji kraju jest zrozumiałe. Obama nie jest zbyt zainteresowany nawet wzmacnianiem koalicji międzynarodowej w ramach NATO na rzecz bezwzględnej walki z terroryzmem. Podczas debat prezydenckich, kontrkandydat Obamy – Mitt Romney kilkukrotnie wytykał mu brak zainteresowania losem sojuszników europejskich. Choć wizerunkowo stosunek Obamy wobec Europy wydaje się miły, ciepły i stabilny, to za tymi gestami nie kryje się nic, co miałoby swoje przełożenie na praktykę.

Prof. Lewicki podkreśla też, że małe zainteresowanie obecnego prezydenta USA Europą to
w dużej mierze wina samego Starego Kontynentu, który sukcesywnie wycofywał się z udzielonego wcześniej wsparcia w Afganistanie. Barack Obama zniechęcił się uznając, że Ameryka ponosi wielkie koszty zarówno finansowe jak i ludzkie w operacji NATO w Afganistanie, podczas gdy Europa podchodzi do niej z coraz bardziej widocznym dystansem. Jednym z najbardziej zaangażowanych na tym polu krajów Europy jest Polska, która jednak nie potrafi prowadzić wobec USA aktywnej polityki zagranicznej [4].

Europa. Człowiek widmo

W obecnej sytuacji, główne priorytety Stanów Zjednoczonych będą koncentrować się na: wyjściu z kryzysu gospodarczego i ekonomicznego, zwalczaniu międzynarodowego terroryzmu i działaniach, które nie pozwolą na proliferację broni masowego rażenia. W związku z tym polityka zagraniczna Waszyngtonu będzie skupiona w głównej mierze na zwiększeniu wpływów USA w strefie Pacyfiku, co wiążąc się ze ściślejszą współpracą z Chinami i Rosją, może spowodować dalsze rozluźnienie relacji amerykańskich z krajami europejskimi.

Warto zwrócić uwagę na fakt, że Stary Kontynent odgrywał marginalną rolę już w prezydenckiej kampanii wyborczej. Obama więcej uwagi poświęcał Azji Wschodniej czy Bliskiemu Wschodowi. W debacie telewizyjnej dotyczącej polityki zagranicznej ani razu nie wspomniano o Europie czy NATO. Dla porównania aż 45 razy wymieniono Izrael, 30 razy Chiny i 29 razy Afganistan [5]. W czasie spotkań z wyborcami Barack Obama nie wspomniał nawet o kryzysie strefy euro [6].

Oczywiście to ochłodzenie stosunków nie oznacza, że Stany Zjednoczone wycofają się militarnie z Europy, jakkolwiek możliwa jest redukcja ilościowa i zmiana jakościowa obecności USA w tym regionie. Jeśli jednak dojdzie do takich działań, to raczej nie będą one zbyt spektakularne. Można też założyć, że skoro liberalna administracja Baracka Obamy nie zmierza do poważniejszej redukcji obecności wojskowej USA w Europie, to tym bardziej nie zdecyduje się na ten krok kolejna administracja Demokratów, a tym bardziej Republikanów. [7].

Braterstwo krwi

Mimo rozluźnienia kontaktów ze Starym Kontynentem, ze względu na bliskość ideologiczną, kulturową oraz historyczną, nie wydaje się żeby Waszyngton miał porzucić zupełnie relacje z tym regionem. Nie ma też mowy o wycofaniu się USA z NATO. Niewątpliwie brak szczególnego zainteresowania pogłębianiem wzajemnej współpracy Waszyngtonu i Brukseli związany jest obecnie z koniecznością skupienia się na wewnętrznych problemach gospodarczych. Być może też długoletnie i zinstytucjonalizowane relacje USA-Europa są też już na tyle rozwinięte, że stały się wręcz naturalne dla obu stron i nie wymagają od nich podejmowania nowych aktywności? Tak czy inaczej, nic nie zapowiada, aby druga kadencja Obamy miała przynieść nagłe ożywienie w relacjach z tym regionem. Podsumowując, na Zachodzie będzie bez zmian.

--- 
Przypisy:

[1] P. Pacuła, Główne kierunki polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych. Cele strategiczne, narzędzia ich realizacji, Warszawa 2010, s. 14 –15

[2] Ibidem, s. 20

[3], [4] Z. Lewicki podczas konferencji na KUL-u, październik, 2012

[5] The third presidential debate on foreign policy between Mitt Romney and Barack Obama in the run up to the general election in November., 13.02.2013; [URL –http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=tecohezcA78]

[6] Barack Obama II i Europa, 09.02.2013; [URL - http://www.euractiv.pl/polityka-zagraniczna/artykul/barack-obama-ii-i-europa-004148]

[7] T. Otłowski, Polityka zagraniczna nowej administracji USA. Próba prognozy strategicznej, 09.02.2013; [URL-http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/artykul,319,Polityka_zagraniczna_nowej_administracji_USA_?_proba_prognozy_strategicznej]