Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Strefa wiedzy Polityka Psz.pl: Bliska zagranica w kolorach tęczy

Psz.pl: Bliska zagranica w kolorach tęczy


05 maj 2008
A A A
Na czas prezydentury Władimira Putina przypadły istotne przemiany polityczne w Gruzji i na Ukrainie, oraz próba zmiany władzy na Białorusi. Określane mianem kolorowych rewolucji, spędzały sen z powiek kremlowskim technologom politycznym. Rosja, traktując powyższe kraje jako swoją strefę wpływów starała się oddziaływać na zachodzące zmiany, a w ostateczności  „ukarać” za dopuszczenie do władzy sił prozachodnich.

Joanna Dziuba: Gruzja - pierwsza w kolejce

Wybory parlamentarne w Gruzji w 2003 roku stały się przełomowe zarówno dla tego kraju, jak i dla jego północnego sąsiada – Rosji. Niezadowolenie społeczne, wynikające bezpośrednio z podejrzeń sfałszowania wyników oraz pośrednio z fatalnej kondycji gospodarczej państwa, wszechobecnej korupcji oraz szerzącego się bezprawia, szczególnie w separatystycznych regionach – Abchazji, Południowej Osetii oraz Adżarii – stało się na tyle silne, by zdeterminować obywateli do sprzeciwienia się władzy prezydenta Eduarda Szewarnadze.

Można śmiało stwierdzić, że gruzińska aksamitna rewolucja dała początek ruchom w pozostałych krajach byłego Związku Radzieckiego, w tym na Ukrainie, Kirgizji i Białorusi. Należy oczywiście pamiętać, iż jako pierwsi tego typu działalności podjęli się Słowacy za czasów Meciara, następnie Serbowie walczący z prezydentem Miloszewiciem. Jednakże żadne z tych akcji nie uderzały bezpośrednio w Kreml i nie miały miejsca w krajach tzw. „bliskiej zagranicy”, pozostających w silnej strefie wpływów Moskwy.

Prowadzona od początku pierwszej kadencji Putina polityka współpracy z USA, mająca na celu umocnienie rosyjskiej pozycji poniekąd załamała się z powodu wydarzeń w Tbilisi. Stany Zjednoczone, obecne w Gruzji od początku dekady, również włączyły się w przygotowywanie wyborów w 2003 r., poprzez m.in. pomoc przy tworzeniu stosownych ustaw oraz spisów ludności, często występując w roli negocjatora pomiędzy coraz silniejszą opozycją a współpracownikami prezydenta. Prezydent Federacji liczył jednak od 2000 r. na ponowne utworzenie swoistych obszarów wpływów obu mocarstw i tym samym umocnienie pozycji w krajach historycznie i politycznie związanych z Kremlem.

W momencie zaostrzenia się sytuacji na Południowym Kaukazie, Putin nie zakładał tym samym jakiegokolwiek sprzeciwu ze strony Zachodu w zakresie zaprowadzenia porządku i wsparcia strony rządzącej. Moskwa zdecydowanie negatywnie ustosunkowała się do opozycji, przedstawiając jej liderów jako czynnik podburzający społeczeństwo przeciwno legalnej władzy. Zdecydowane poparcie Stanów Zjednoczonych oraz przeprowadzenie zmiany władzy i obalenie prezydenta podczas Rewolucji Róż było zaskoczeniem dla Rosji.

Zdająca sobie sprawę ze słabszej pozycji Federacja zmuszona była do zmiany polityki zagranicznej. Usilne wspieranie skompromitowanej władzy nie przyniosło zamierzonych efektów. Dodatkowo, zdawano sobie sprawę, że zmiana elit politycznych wiąże się z dwiema kwestiami nie tylko w wymiarze regionalnym. W pierwszym kontekście oczywistym było, że Federacja będzie miała dużo mniejszy wpływ na sytuację w sąsiednim kraju, który od ponad 200 lat pozostawał w jej strefie wpływów. Jednocześnie skutek ten był wzmocniony przez działania Stanów Zjednoczonych, które dały jasny sygnał Kremlowi odnośnie współpracy z krajami okalającymi Rosję. Tym samym także w wymiarze globalnym Federacja straciła na znaczeniu. Choć pozycja na arenie międzynarodowej tego państwa nie była tak silna, jak dwie dekady wcześniej, bezpośrednie zaangażowanie Stanów Zjednoczonych oraz rozpoczynający się w Gruzji proces czwartej fali demokratyzacji doprowadzający do władzy prozachodnie elity powodował zdecydowaną utratę prestiżu.

{mospagebreak}

Bartłomiej Cięszczyk: Ukraina - kolejna udana rewolucja

Ukraina jest uznawana przez Kreml za swoją strefę wpływów.  Od 1994 roku w sposób pośredni Rosja promuje w wyborach, czy to parlamentarnych czy prezydenckich, te siły polityczne i jej kandydatów, które jawnie popierają ,,prorosyjskość’’ w swoich decyzjach.
 
Zmiana następuje w 2004 roku. Rosja po raz pierwszy wyraża otwarte poparcie dla prorosyjskiego kandydata w trakcie wyborów prezydenckich.  W 2004 roku prezydent Putin bierze czynny udział w kampanii wyborczej Wiktora Janukowycza. Rosyjski prezydent występuje w ukraińskich mediach, gdzie jednoznacznie wskazuje na kogo powinni głosować Ukraińcy i jaka droga rozwoju jest najlepsza dla ich kraju. Putin także jako pierwszy gratuluje Janukowyczowi zwycięstwa po  pierwszej i drugiej turze wyborów mimo, że ogłoszone wyniki nie były jeszcze ostateczne.

W wydarzenia na Ukrainie  zaangażował się również rosyjski parlament. Duma Państwowa Federacji Rosyjskiej popierając jawnie Janukowycza stwierdza, że  „wyniki wyborów na Ukrainie nie są obojętne dla Rosji, którą łączą z Ukrainą wielowiekowe, ścisłe więzy’’. W kampanii wyborczej na Ukrainie aktywny udział brali także rosyjscy specjaliści od marketingu politycznego, którzy przyjechali na Ukrainę jako osoby prywatne, lecz  ściśle powiązane z Kremlem i działający przede wszystkim w interesie Rosji.
 
Gdy Sąd Najwyższy Ukrainy unieważnia drugą turę wyborów prezydenckich i nakazuje jej powtórzenie Kreml ostro krytykuje państwa zachodnie za mieszanie się w wewnętrzne sprawy Ukrainy i próbę destabilizacji sytuacji na Ukrainie. Władimir Putin negatywie odnosi się do propozycji powtórzenia drugiej tury wyborów. Kreml niezadowolony z obrotu sytuacji na Ukrainie straszy w mediach zagrożeniem dezintegracji terytorialnej Ukrainy, wynikającej ze zróżnicowania  politycznego ukraińskiego społeczeństwa.

Gdy dochodzi do powtórzenia drugiej tury wyborów zwycięża Wiktor Juszczenko. Putinowi trudno jest się pogodzić z przegraną jego faworyta i odmawia przyjazdu na uroczystości związane z zaprzysiężeniem Juszczenki. W spóźnionej depeszy gratulacyjnej  wyraża nadzieję, że Rosja pozostanie strategicznym partnerem Ukrainy.

Ukraina odgrywa istotną rolę w mocarstwowej polityce Kremla. Rosja dąży do odbudowy pozycji światowego mocarstwa. Chce być jednym z najbardziej wpływowych ośrodków decyzyjnych w wielobiegunowym świecie.  Pomóc ma jej w tym rola lidera na obszarze dawnego Związku Radzieckiego. Stanowisko Rosji podczas pomarańczowej rewolucji nie da się nie powiązać z jej strategicznymi celami na obszarze WNP, tym samym polityczna porażka na Ukrainie może zagrozić pozycji Rosji również w innych regionach.

{mospagebreak}

Krystyna Plebańska: Białoruś - punkt dla Rosji?

Dojście Władimira Putina do władzy na Kremlu zainicjowało nowy okres relacji rosyjsko-białoruskich. Na bok odeszła teza o bratnich narodach słowiańskich, wspólnym dziedzictwie kulturowo- historycznym, ideałach Państwa Związkowego Białorusi i Rosji, ustępując miejsca realiom ekonomicznym, zwłaszcza energetycznym.

20 września 2006 roku miała upłynąć kadencja prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenki. Białoruskie władze postanowiły jednak działać przez zaskoczenie nieprzygotowanej opozycji i ogłosiły termin wyborów na  19 marca 2006. Łukaszenka oświadczył, iż na Białorusi „żadnej różowej, pomarańczowej ani nawet bananowej rewolucji nie będzie”.

Według wyników ogłoszonych przez przewodniczącą Centralnej Komisji Wyborczej Lidię Jarmuszynę, utrzymujący niezmiennie swoją funkcję od 1994 roku w wyborach prezydenckich Łukaszenko kolejny raz „elegancko zwyciężył” w pierwszej turze (ponad 80 proc. głosów). Tym samym przedłużył swoją kadencję do 2011 roku.

Rosja zarówno w oficjalnym komunikacie Ministerstwa Spraw Zagranicznych, jak również ustami swoich obserwatorów na Białorusi stwierdziła, iż wybory spełniały wszelkie standardy. Także rosyjska Duma wydała komunikat, w którym zaprotestowała przeciwko „brakowi szacunku niektórych państw zachodnich dla wyboru Białorusinów”. Z kolei Putin w przesłanym Łukaszence dzień po wyborach gratulacjach napisał, iż „wyniki wyborów potwierdzają to, że głosujący mają zaufanie do Waszego kursu ku dalszemu wzrostowi dobrobytu narodu białoruskiego”.  Wszystkie te działania ze strony Rosji miały na celu poparcie Aleksandra Łukaszenki i utrzymanie Białorusi w swojej strefie wpływów, zwłaszcza po zwycięstwie rewolucji w Gruzji oraz na Ukrainie.

Rosja jest zresztą jednym z nielicznych państw popierających władze w Mińsku na arenie międzynarodowej. Łukaszenka cieszy się poparciem części rosyjskich regionów i obywateli. Powstała nawet strona www.lukashenko2008.ru, na której przedstawiano go jako „naszego kandydata na prezydenta Rosji w 2008 roku”, a Białoruś jako „królestwo bez amerykańskiej koronacji”. Dopóki na Kremlu nie znajdą wygodnej dla Rosji alternatywy dla Łukaszenki, „drugiego Janukowycza”, może on liczyć na poparcie ze strony Moskwy.