Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Strefa wiedzy Polityka Separatyzm a mniejszości etniczne w Europie Zachodniej

Separatyzm a mniejszości etniczne w Europie Zachodniej


22 luty 2011
A A A
W Europie występują obecnie dwa zjawiska, z jednej strony rozwój ku integracji, z drugiej tendencje niepodległościowe i opozycja w stosunku do jakiegokolwiek uzależnienia. Jako, że na Starym Kontynencie istnieje ok. 300 różnych mniejszości zarówno etnicznych jak i narodowych w artykule tym, dotyczącym zawężonego obszaru zachodniego, skupie się przede wszystkim na największych z nich. Najpokaźniejszą grupą żyjącą na terenie Hiszpanii jak i Europy Zachodniej są Katalończycy ok. 7 mln ludzi, kolejną – belgijscy Flamandowie (ok. 6 mln) oraz Walonowie (ok. 3 mln), Szkoci (ok. 5,2 mln) oraz Bretończycy z Wielkiej Brytanii (ok. 3 mln), zgromadzeni także na terenie Hiszpanii Galijczycy (ok. 2,7 mln) oraz Baskowie (ok. 2 mln). Sporą grupą są także Alzatczycy (ok. 1,8 mln) na obszarze Niemiec i włoscy Sardyńczycy (ok. 1,6 mln).

Podzielona Hiszpania

Hiszpania mimo, iż już w 1986 r. stała się członkiem Unii Europejskiej, to do tej pory nie jest jednolitą strukturą państwową, biorąc pod uwagę zarówno wymiar polityczny, gospodarczy, ale przede wszystkim aspekt społeczny. Obecnie na jej terenie znajduje się około siedemnastu autonomicznych grup. Trzy największe z nich to: Baskowie, Katalończycy oraz Galijczycy, stanowiące ok. 30% ludności zamieszkującej Hiszpanię. Katalonia i Baskonia to zarazem najbogatsze i najlepiej rozwinięte regiony Półwyspu Iberyjskiego (wytwarzają ponad 50% dochodu). W Katalonii znajduje się również najważniejszy ośrodek państwowy – Barcelona. Z tej perspektywy, czyli problemu zamożności regionu, a jest on dominującym wśród powódek większości grup etnicznych w Europie (czyli „oderwaniem” od biednych) nie dziwią poczynania obu zbiorowości. Paradoks, prócz wspomnianych wcześniej argumentów polega na tym, że Baskowie mają największą swobodę spośród wszystkich regionów w Europie. Kontrowersję wzbudza stanowisko rządu Hiszpańskiego oraz system prawny królestwa. Na terenie państwa nie ma żadnych mniejszości narodowych, jest tylko jeden naród – „hiszpański”, tak twierdzi państwo . Występują problemy prawne, a raczej kłopoty z konstytucją, która nie określa jednoznacznie czym jest „wspólnota autonomiczna”. Rząd ma swoje powody (ekonomiczne) by nic nie robić w tej sprawie. Katalończycy uważają z goła inaczej, co wyrażają licznymi manifestacjami.

Odrębność Katalończyków widać także w życiu codziennym. Napisy na sklepach podawane są w dwóch językach, przytwierdzanie do tablic rejestracyjnych symbolu CAT, własna nazwa flamenco - sardana, naleciałości francuskie, to tylko najbardziej znane z różnic. Dialekt kataloński posiada tylko status literacki (prawnie nie jest uznawany), m.in. dlatego Hiszpania nie uchwaliła Europejskiej Karty Języków Regionalnych lub Mniejszościowych.

Biorąc pod uwagę stereotypy, a te występują w każdej społeczności, Katalończyków można porównać do polskich Ślązaków. Tak jak obywatele Śląska byli przez długi czas pod wpływem Niemiec, tak na podświadomości Katalończyków w dużej mierze wywarła kultura francuska. Obie społeczności (szczególnie starsze pokolenie) postrzega siebie w pierwszej kolejności jako Ślązaków a dopiero później Polaków, tak jak ludność zamieszkujący Katalonię. Podobnie obie grupy nie lubią „obcych”, czyli ludzi z poza regionu. Ponadto w obu regionach występują silne tendencje do kultywowania języka regionu.

Jednak najbardziej problematyczna wydaje się dla Hiszpanii kwestia Basków, którzy wykazują największe dążenia niepodległościowe wśród hiszpańskich grup etnicznych. Wręcz, mówi się o zagrożeniu integralności terytorialnej Hiszpanii. Ich „lżejszą” odmianą są Baskowie francuscy (ok. 1/3 z ogółu). Baskowie dosłownie i w przenośni walczą o swoje prawa. Przykładem jest tu powstanie ETA organizacji która pierwotnie walczyła z rządem generała Franco, a dziś dzięki swoim działaniom jest uznawana za organizację terrorystyczną. We wrześniu 2010 r. jej członkowie ogłosili zawieszenie broni w walce o niepodległość, co dumnie obwieścili w nagraniu przekazanym BBC. W przeszłości mieli także takie „zapędy” (marzec 2006), co przyszłościowo pozawala powątpiewać w zmianę nastawienia tej organizacji. Faktem jest, że większość Basków nie identyfikuje się z celami Euskadi Ta Askatasuna. Problem więc nie leży tylko jak w przypadku Katalonii w społeczeństwie, ale także de facto w jej „wyimaginowanym” reprezentancie jakim jest ETA. Nie oznacza to, jak już wspomniałem, że Baskowie mają mniejsze poczucie tożsamości niż Katalończycy, przeciwnie. W działaniach Katalończyków chodzi raczej zwiększenie wpływu regionu na decyzje polityczne państwa. Czują się w pewnym stopniu niedocenieni. Baskom chodzi o czystą autonomię. Tak zwany radykalizm baskijski przejawia się w życiu codzienny i wiąże się bezpośrednio z pojęciem „czystości krwi”, która w Europie na ogół niedobrze się kojarzy. Język baskijski (euskara) jest nietypowy i nie jest powiązany z żadnym innym językiem europejskim. Wątpliwe jest także pochodzenie owego ludu oraz zasięg języka – ok. 20% z tego regionu mówi w dialekcie baskijskim.

W Hiszpanii występuje bardzo nietypowe zjawisko, tzw. „podwójnej tożsamości”, gdzie większość grup autonomicznych identyfikuje się ze swoim regionem, jednak nie wykazuje (mimo, przypadku Basków), aż tak silnych tendencji niepodległościowych. Pozwala to sądzić, że w Hiszpanii nie dojdzie do przełomowych wydarzeń w bliskiej przyszłości.

Flamandowie i Walonowie, druga Czechosłowacja?

"Il y a en Belgique des Wallons et des Flamands. Il n'y a pas de Belges" ("W Belgii są Walonowie i Flamandowie. Nie ma Belgów.") to słynne zdanie, dosadnie określa dziś czym jest Belgia. Słowa Jules’a Destrée zapisane już w 1912 r. wydają się dziś prorocze. By lepiej zrozumieć o co tak naprawdę chodzi w konflikcie flamandzko – walońskim, należy po krótce odwołać się do historii. Chodź dzisiaj Belgia jestem państwem federacyjnym przez 140 lat było to państwo zunifikowane pod względem ustrojowym jak i językowym (język francuski). Mimo tego, od zawsze tliły się konflikty wewnątrzpaństwowe. Można powiedzieć, że w wyniku prymu jaki wiódł język francuski, ale głównie dzięki różnicom w poziomie gospodarczym. Walonowie początkowo byli grupą uprzywilejowaną. Flamandowie od zawsze mówili natomiast w języku niderlandzkim. Walonia była liderem nie tylko pod względem językowym, ale przede wszystkim ekonomicznym. Gospodarka nastawiona na przemysł ciężki w tamtych czasach odnosiła wielkie sukcesy, co nawet, przez pewien okres doprowadziło Belgię do statusu istotnego gracza europejskiego. Sytuacja zmieniła się diametralnie wraz z zaprzestaniem działań wojennych w 1945 r. Walonia wkroczyła w powszechny wtedy kryzys postindustrialny, podczas gdy słabo rozwinięta Flandria rozkwitała. Rosnące bezrobocie na terenie Walonii i związana z nim migracja ludności na tereny północne kraju (flandryjskie) plus rozwój turystyki doprowadziły do zmiany statusu regionów. Tym razem nie Walonia a Flandria ze swoimi rozwiniętymi miastami (głównie dzięki wspomnianej wcześnie turystyce) stanowi centrum prosperity Belgii XXI w. (historia lubi być przekorna). Mimo, iż na forum międzynarodowym Belgowie chwalą się rozwiązaniami w swoim systemie realnie patrząc federalizm nie sprawdza się w dzisiejszych realniach. Istnieją wewnętrzne spory jak w przyszłości ma wyglądać federalizm belgijski, na pewno musi być to proces stopniowy.

Współcześnie możemy wyróżnić trzy główne linie napięcia pomiędzy obydwoma regionami. Pierwszym i najbardziej znanym jest problem językowy. W skrócie opisując, czyj język jest ważniejszy a raczej bardziej „źródłowy” (historycznie uwarunkowany). Biorąc pod uwagę ten aspekt, Flamandowie chcą znacznego ograniczenia używania języka francuskiego w swoim regionie, a przede wszystkim na dworze królewskim. Drugim problemem jest kwestia finansowania poszczególnych regionów. Bardzo przypomina to obecnie sytuację dzisiejszych Niemiec czy Włoch. Chodzi tu o problem finansowania „tych biedniejszych”, w przypadku Niemiec są to obszary byłego NRD, we Włoszech to południowa część kraju, nazywa przekornie przez mieszkańców północy, włoską Etiopią. W Belgii obszarem takim są tereny wspomnianego kryzysu gospodarczego, czyli Walonia. Analogicznie tak jak Niemcy Zachodni czy Włosi z północy, Flamandowie nie chcą łożyć na zdeprawowanych sąsiadów (liczne afery korupcyjne, defraudacje środków publicznych, itd.). Trzecią kwestią jest status stolicy Belgii. Z jednej strony Bruksela kiedyś zamieszkała głównie przez Flamandów, dziś jest mieszanką kulturową. Mimo, iż leży na terenie Flandrii i oficjalnie obowiązują tam dwa języki, językiem dominującym jest jednak francuski. Dodatkowo istnieje swoistego rodzaju dyskryminacja rodzin flamandzkich pochodzących z Brukseli. Żeby tego było mało sama stolica Belgii, czy też Unii Europejskiej próbuje zachować neutralność, uzyskując samoistnie status trzeciego regionu Belgii (prócz Flandrii i Walonii).

W wypowiedziach niektórych ekspertów przeważa opinia o skuteczności takiego kierowania państwem i co za tym idzie uniknięcia konfliktów na tle kulturowym czy etnicznym jak np. na Bałkanach. Wspomina się nawet o zacieśnianiu relacji poprzez wspólną współpracę. Opinie o owym stopniowym polepszeniu stosunków (2007/2008 r.), wyglądają co najmniej śmiesznie biorąc pod uwagę obecny głęboki kryzys rządowy w Belgii. Rząd belgijski podaje się co raz do dymisji (najdłużej formował się w 2007 r. bo aż siedem miesięcy). Następuje pogłębienie nastrojów separatystycznych. Dwujęzyczny okręg wyborczy Brussels-Halle-Vilvoorde, stał się głównym ośrodkiem zapalnym pomiędzy Flandrią a Walonią, chociaż nigdy nie stanowił problemu. Kryzys rządowy w Belgii trwa nieprzerwalnie od kilkunastu lat. Nasuwa się pytanie jak długo Belgia będzie jeszcze „laboratorium doświadczalnym” Europy i czy nastąpi podział według granic lingwistycznych?.

Szkoci i Bretończycy

Szkoci w przeciwieństwie do wyżej wymienionych grup etnicznych byli już wcześniej narodem niepodległym, tworzyli niezależne królestwo. Obecnie stanowią część Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Szkocja była obszarem na którym zawsze dochodziło do konfrontacji, czy to Celtów, Normandów, Rzymian a potem Anglików. Walki o dominację na tym obszarze wywarły wpływ na kształt dzisiejszej Szkocji. Językiem urzędowym jest wywodzący się z języka iryjskiego (irlandzkiego) szkocki gaelicki. Obecnie dominującym językiem jest szkocki lallans oraz angielski. Jak już wspomniałem z czasem Szkocja została połączona z Anglią za sprawą Jakuba VI (unia personalna) następnie w 1707 r. unią realną (Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii). Jednak zanim się to stało Szkoci walczyli o swoją suwerenność. Najbardziej znanym buntem przeciwko Anglii było powstanie Williama Wallace’a, przedstawione w filmie „Braveheart”, Mela Gibsona. W 1999 r. Szkoci powołali swój własny parlament, dzięki przychylności Tony’ego Blaira. Wszystkie starania rządu reprezentującego Szkotów na razie nie przynoszą rezultatów. Włączając w to najpoważniejszą z inicjatyw, czyli projektu ustawy o przeprowadzeniu referendum niepodległościowego z 2007 r. Referendum to dawało szansę na uniezależnienie Szkocji od Wielkiej Brytanii. Z jednej strony mamy niechęć i obawę przed „oderwaniem” się od Wielkiej Brytanii, obywatele Szkocji zadają sobie pytanie czy poradzimy sobie ekonomicznie? Z drugiej, proklamowanie niepodległości przez Szkotów, mogłoby nastroić resztę grup etnicznych w stronę podobnych działań.

Ludnością zamieszkującą północną części Francji są Bretończycy. Utożsamiają się z Brytyjczykami. W czasach średniowiecznych Bretończycy i Brytyjczycy walczyli u jednego boku przeciwko Wikingom. Podobnie jak Szkocja, Bretania była wcześniej także królestwem. W wyniku porozumienia zawartego w IX w. władca Nominoe został królem Bretanii. Teren Bretanii podobnie jak Szkocji, był polem starć różnych mocarstw europejskich. Ostatecznie w XV w. swoją dominację w regionie potwierdziła Francja i to ona zagarnęła Bretanię. W przeszłości (w XIX w., szykanowanie ze względu na język) oraz współcześnie Bretończycy walczą o swoją kulturę (w 1997 r. podpisana Karta Kultury Bretońskiej. Język bretoński zanika, obecnie mówi nim niecałe 240 tys. osób w stopniu różnym i dalekim od ideału. Bretania działa na rzecz promocji kultury. Aktywnie działa stowarzyszeniowe szkoły Diwan, organizowane są różne festiwale oraz manifestacje. Niechlubną kartą w historii Bretanii jest działalność organizacji: Gwenn ha du, która m.in. wysadziła w powietrze pomnik w Rennes, upamiętniający zjednoczenie z Francją oraz Frontu Wyzwolenia Bretanii. Mimo spięć na linii Francja – Bretończycy, dotyczący głównie języka, rząd francuski próbuje przekonać do siebie miejscową ludność korzyściami ekonomicznymi, czego żywym dowodem jest uwzględnienie stolicy Bretanii – Rennes w krajowej sieci autostrad.

Podsumowanie

Separatyzm we współczesnej Europie chodź niedoceniany, stanowi poważny problem, szczególnie patrząc przez pryzmat historyczny i przyszłości Unii Europejskiej. Mimo nad wyraz podkreślanej koncepcji poszanowania i przestrzegania praw mniejszości i unoszącego się wokół niej etosu w UE i na świecie nie istnieje jakakolwiek międzynarodowa regulacja prawna dotycząca prawa mniejszości narodowej czy etnicznej do autonomii. Prawdopodobnie długo jeszcze nie powstanie. Dzisiejsze (regionalne) konflikty grup etnicznych stanowią poważne wyzwanie dla Unii Europejskiej, która jak widać, od wielu lat sobie nie radzi z tym problemem. Z drugiej strony, niektóre argumenty za powstaniem „pseudo państw” europejskich są wręcz banalne. Dodatkowo sami zainteresowani, nie wykazują tak naprawdę zdecydowanej inicjatywy niepodległościowej lub co więcej są blokowani przez rządu lub po prostu boją się przyszłego, nowego, niestabilnego tworu politycznego. Porównywanie współczesnej Europy czy UE z sytuacją w ZSRR po wojnie, jest błędne. W tamtych realiach chodziło raczej o oderwanie się od systemu komunistycznego i całego zła który ze sobą niósł, w tym przede wszystkim biedy i ograniczaniu wolności. Obecnie grupy etniczne w Europie Zachodniej nie narzekają na ucisk czy zubożenie ekonomiczne. Chodzi tu raczej o podkreślenie swojej wyjątkowości wynikającej z historii, a przede wszystkim chęci większych wpływów politycznych czy ekonomicznych w Europie państw - członków UE.