Kaukaski koncert mocarstw
Analiza została przygotowana dla FAE, wszelkie powielanie tego tekstu powinno zawierać taką klauzulę.
Warto dziś zwrócić uwagę na konflikt, który tli się od czasów upadku ZSRR a dziś gwałtownie przybiera na sile. Chodzi oczywiście o sytuację jaka wytworzyła się na początku lat 90 tych pomiędzy Armenią- Górskim Karabachem i Azerbejdżanem. Tylko z pozoru jest to tematyka egzotyczna i odległa ponieważ polskie interesy dotykają tego newralgicznego obszaru na Kaukazie Południowym. Baku to strategiczny partner dla wszystkich krajów europejskich marzących o dywersyfikacji źródeł energii. Armenia to kluczowy kraj w geopolitycznej układance, która składa się na niestabilny obraz obszarów położonych u stóp Elbrusa. Swoje interesy polityczne lokuje tu Warszawa, którą uważa się za inicjatorkę Partnerstwa Wschodniego i kontynuatorkę myśli Juliusza Mieroszewskiego. Choć nasz kraj posiada bardzo ograniczone środki, które mogą wpływać na rozwój sytuacji na Kaukazie to jednak jest zmuszony interesować się tym rejonem świata ze względu na własne bezpieczeństwo. Czołowymi graczami rywalizującymi o Kaukaz są przecież Rosja, Turcja i Iran. Każdy z tych krajów w istotny sposób wpływa na bezpieczeństwo Europy w kwestii militarnej, energetycznej czy religijnej. Od przełomu sierpnia i września bieżącego roku „kaukaski koncert mocarstw” skupiający się - jak w soczewce- na sytuacji Górskiego Karabachu staje się doskonale widoczny dla obserwatorów politycznych. Przyjrzyjmy się zatem aktualnej sytuacji na tym obszarze z mojej perspektywy.
Armenia- bufor rosyjskich wpływów na Kaukazie
Na przełomie września dawny konflikt ormiańsko- azerski znów stał się głównym tematem kaukaskiej narracji, która od 2008 roku koncentrowała się na relacjach gruzińsko- rosyjskich. Pierwszym sygnałem, że coś się dzieje stały się sugestie strony armeńskiej, która zapowiedziała przedłużenie obecności rosyjskich wojsk na jej terytorium. Tajemnicą poliszynela były także informacje sugerujące ewentualne użycie siły przez Rosję poza terytorium Armenii w ramach gwarancji dotyczących granicy armeńsko- tureckiej i armeńsko- irańskiej. Moim zdaniem taki ruch Moskwy wynika nie tylko z politycznej rekonkwisty, którą prowadzi na Kaukazie, ale i z ochłodzenia relacji z Teheranem (odmowa sprzedaży rakiet S-300). Iran od jakiegoś czasu buduje strategiczne relacje z Gruzją i Azerbejdżanem, w tym kontekście gwarancje armeńsko- irańskiej granicy wzmocnione „klauzulą siły” stanowią polityczny sygnał z Moskwy. Brzmi on wyraźnie i stanowczo, podkreślając że Kaukaz to rosyjska strefa wpływów. W podobny sposób Rosja ogrywa Turcję. Ankara wyrażała wielokrotnie chęć wybudowania bazy wojskowej w Republice Nachiczewańskiej (eksklawa Azerbejdżanu), ale twarde stanowisko Kremla jak do tej pory utwierdza status quo na tym obszarze.
Nielogiczna polityka Azerbejdżanu
Jak już wspominałem na przełomie sierpnia i września Azerbejdżan ostrzelał separatystyczną Republikę Górskiego Karabachu. To wydarzenie wpisuje się doskonale w ton wypowiedzi prezydenta Alijewa, który stwierdził, że „jego kraj dysponuje wystarczającą siłą ognia […] aby przywrócić kontrolę Baku nad Górskim Karabachem.”[1]Drugie dno tej wypowiedzi jest oczywiste i w obliczu przyszłorocznego budżetu wojskowego jaki zatwierdził Azerbejdżan nie pozostawia wątpliwości. Walkę o integralność terytorialną swojego kraju Alijew może prowadzić za pomocą zasady manu militari. Świadczy o tym poziom wydatków na wojsko, który stanowi 20% budżetu Azerbejdżanu i będzie większy od całego budżetu Armenii.[2]W tym kontekście zachowanie Baku jest nielogiczne. Z jednej strony relacje azersko- rosyjskie są zdystansowane, czasem wręcz chłodne, z drugiej militaryzacja państwa wpycha słabszą Armenię pod skrzydła Moskwy. Muszę zaznaczyć, że ochłodzenie relacji azersko- tureckich także potęguje efektywność działań rosyjskich na Kaukazie Południowym. Nie przełamała ich nawet sierpniowa wizyta Abdullaha Gula w Baku
Dwa scenariusze Rosji- prognoza
Przychylny klimat polityczny w Erywaniu czy militarystyczne zachowania Azerbejdżanu są na rękę Kremlowi, ale najistotniejsze dla rosyjskich wpływów w regionie wydaje się jednak odgrzewanie konfliktu karabchskiego. Moim zdaniem w jego ramach Rosja realizuje dwa scenariusze, które utwierdzają jej prymat na południe od Elbrusa. Czy taka polityka symbolizuje dwugłos na linii Miedwiediew- Putin płynący z Kremla? Być może. Mimo wszystko koncepcja politycznego arbitrażu -na bazie którego Rosja buduje swoje wpływy- prowadzi do tego samego celu, co próby wywołania wojny konwencjonalnej pomiędzy Azerbejdżanem a Armenią. Tym celem jest ustanowienie rosyjskiej hegemonii na Kaukazie Południowym.
Scenariusz arbitrażu jest doskonale widoczny w takich wydarzeniach politycznych jak zawarta 7. X. deklaracja astrachańska, listopadowa wizyta prezydenta Sarkisjana w Moskwie czy szczyt państw kaspijskich, na którym doszło do rozmowy Miedwiediewa z Alijewem. Wszystkie powyższe wydarzenia stawiają Rosję w pozornej roli mediatora, w rzeczywistości ze względu na jej zaangażowanie na Kaukazie są jednak formą arbitrażu. O skuteczności takich działań świadczy oświadczenie Miedwiediewa, który podczas szczytu powiedział: „Zgadzamy się, że sami ponosimy odpowiedzialność za całokształt sytuacji w regionie Morza Kaspijskiego. Dlatego właśnie utrwalana jest wyłączna prerogatywa państw kaspijskich w tym, co dotyczy rozstrzygania całego zakresu problemów związanych z bezpieczeństwem regionalnym”[3]Takie stanowisko utrwala w zasadzie wpływy Rosji w regionie Morza Kaspijskiego. Cytowana wypowiedź ma bardzo jednoznaczny wydźwięk jeszcze z jednego powodu. Stała się podstawową tezą dokumentu końcowego wieńczącego szczyt i stawia Miedwiediewa w roli lidera całego obszaru.
Drugi scenariusz kreślą przed nami równoległe wydarzenia polityczne takie jak wyznaczenie na 1.XII. głosowania armeńskiego parlamentu nad uznaniem niepodległości Górskiego Karabachu. Innym przykładem może być wizyta prezydenta Sarkisjana w rejonie Adamskim stanowiącym nieformalną granicę karabchsko- azerską, Sarkisjan miał wraz z przywódcą Górskiego Karabachu- Bako Saakjanem wizytować armię tego quasi państwa. Istnieje ryzyko, że wydarzenia rozgrzewające konflikt na linii Erywań- Stepanakert- Baku przerodzą się w otwarty konflikt. Moim zdaniem takie zagrania polityczne Moskwy mogą być początkiem realizacji scenariusza „gruzińskiego”. Czy Rosja poszerzy swoje wpływy na Kaukazie wprowadzając swoje siły do Górskiego Karabachu podczas ewentualnego konfliktu? Z pewnością pełniłyby rolę „misji pokojowej”. Byłaby to kolejna odmiana rosyjskiej fascynacji Lelewelem „za wolność waszą i naszą”…
Piotr A. Maciążek
[1] http://konflikty.wp.pl/kat,1020223,title,Prezydent-nie-wyklucza-podjecia-dzialan-zbrojnych,wid,12828882,wiadomosc.html?ticaid=1b4e3
[2] http://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/tydzien-na-wschodzie/2010-10-27/azerbejdzan-sie-zbroi
[3] http://polish.ruvr.ru/2010/11/18/35250941.html


Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz