Pozycja przetargowa Turcji jest równa zeru?
Bardzo ciekawie w kontekście nadchodzących informacji z Bliskiego Wschodu wygląda moja rozmowa z izraelskim dziennikarzem Eli Barburem. Brytyjski dziennik Financial Times podał, że prezydent Barack Obama osobiście ostrzegł premiera Turcji Erdogana, że stanowisko Ankary w sprawie Iranu i Izraela może zmniejszyć jej szanse na otrzymanie uzbrojenia od Amerykanów. Czy w tym przypadku decyzja USA to echo oskarżeń pod adresem Turcji dotyczących rzekomego mordowania Kurdów za pomocą broni chemicznej? W końcu cytując przedstawiciela władz amerykańskich decyzja Obamy "oznacza, że trudniej będzie, aby w Kongresie przeszły pewne kwestie, o jakie zwróciła się do nas Turcja, jak na przykład dotyczące dostarczenia uzbrojenia do walki z PKK [partia Kurdów]". A może jak twierdzi Eli Barbur chodzi o znikome znaczenie Turcji w ramach NATO?
Piotr Maciążek: Nazywa Pan rządy Erdogana „islamskim reżimem”. To ciekawy punkt widzenia. W Polsce sporo się mówi o reislamizacji Turcji, ale takie określenie to dla mnie novum. Wątpię żeby proces [dotyczący używania broni chemicznej przeciw Kurdom] podważył prawomocność rządów Erdogana. On posiada niezbędną legitymizację swoich rządów dodatkowo wzmocnioną słabnącą rolą armii tureckiej. Międzynarodowe śledztwo w sprawie mordu na Kurdach przyniesie Turcji tyle konsekwencji ile poniósł Izrael w sprawie "flotylli wolności". Bez względu na ocenę obu zdarzeń i Izrael i Turcja posiadają zbyt mocną pozycję polityczną, by ponieść karę za swoje działania. "Ankara zaczęła bruździć na Bliskim Wschodzie" [cytuję Eli Barbura], bo Turcja oficjalnie dąży do uzyskania statusu mocarstwa regionalnego i głównego rozgrywającego na Bliskim Wschodzie. Robiłaby to nawet, gdyby posiadała "świecki" rząd.
Eli Barbur: Nie wiem, co by robiła i Pan też tego wiedzieć nie może. Historia uczy, że istnieje coś takiego, jak wypadkowa między obiektywną sytuacją, a postaciami politycznymi w danym momencie występującymi. Erdogan jest postacią szkodliwą z punktu widzenia interesów zachodnich i dlatego znajdzie się na niego bat.
Piotr Maciążek: Nie przeceniałbym roli Erdogana w obliczu procesów jakie zachodzą w Turcji. Przykładami rosnących możliwości Ankary może być blokowanie kandydatury Andersa Fogha Rasmussena na szefa NATO, uzyskanie wsparcia swoich starań o niestałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa na lata 2009-2010, negocjacje w sprawie irańskiego atomu etc. Możliwość utrzymywania dobrych relacji z Zachodem i światem Islamu oraz siły zbrojne liczące 515tys żołnierzy w zapalnym rejonie świata dodatkowo wzmacniają pozycję przetargową Turcji wobec Zachodu. Dlatego uważam, że Erdogan swoją drogą "szkodliwy" dla interesów euroamerykańskich, nie jest odpowiedzialny w 100% za kierunek tureckiej polityki. Polityka Ankary nakłada się po prostu na wzrastające możliwości tego kraju.
Eli Barbur: W kontekście NATO Turcja miała znaczenie, dopóki był problem z ZSRR - teraz jej pozycja przetargowa równa się zeru, co widać najlepiej po tym, jak olewają ją Niemcy i Francja, a więc wiodące czynniki w UE. Turcja nie jest już żadną flanką antysowiecką, stąd wynika m.in. spadek znaczenia ich armii - także na arenie wewnętrznej. Ale to nie znaczy, że można pozwolić islamistom w Ankarze na zbytnie podrygi.
Piotr Maciążek: Nie mogę się zgodzić z Pana oceną pozycji Turcji w ramach NATO. Ankara bardzo wiele zyskała na "światowej walce z terroryzmem". W oczach USA urosła do roli kluczowego elementu na Bliskim Wschodzie o czym świadczy udział Turcji w misji ISAF (International Security Assistance Force), dodatkowo turecki generał Levent Çolak należy do jej kierownictwa. Nie tylko rosnący potencjał 2 armii NATO wpływa na pozycję Ankary. Kluczowa jest także pozycja geopolityczna tego kraju.
Eli Barbur: Tak naprawdę, to izraelskie spojrzenie na te sprawy - medialne czy oficjalne- jest prawie zawsze dużo bardziej realistyczne niż obserwatorów spoza rejonu. Mamy tu dużo więcej zróżnicowanych informacji.
Rozmowa jest zapisem naszej wymiany zdań na Salonie24


Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz