Grzegorz Mazurczak: Irańskie tęsknoty za nowym porządkiem
Syryjski prezydent Bashar Assad, z dużymi honorami przyjął w Pałacu Prezydenckim al - Saab irańskiego gościa i sojusznika, prezydenta Ahmadinedżada.
Prezydent Iranu przybył do Damaszku głównie po to, by przedyskutować ze swoim syryjskim odpowiednikiem wspólną strategię wobec Izraela i USA, w aspekcie ciągle rosnącego napięcia między tymi krajami i Iranem.
Samo zauważenie przez Ahmadinedżada sytuacji zapalnej jest już jego dużym sukcesem, jednak, co należy podkreślić, sam powód istniejącego napięcia, mający swoje źródło w ostatnich poczynaniach Teheranu, nie okazał się już tematem na tyle ważnym, by stać się przedmiotem dyskusji głów obu państw.
Za to skupiono się na aktualnych działaniach USA, ukierunkowanych na rozpad 30 – letniego już sojuszu syryjsko – irańskiego oraz konieczności szybkiego podjęcia solidarnych działań państw arabskich chcących i będących w stanie zablokować te zapędy.
Myśląc o państwach arabskich, Ahmadinedżad liczy przede wszystkim na Syrię, Irak i Liban. Stworzenie realnej koalicji mogącej sprzeciwić się izraelsko-amerykańskim zamysłom wobec Iranu, byłoby, przynajmniej propagandowo, bardzo ważne dla Ahmedinedżada, jednak patrząc obiektywnie, zbudowanie tak szerokiego sojuszu arabskiego wydaje się być obecnie mało realne.
Pomimo małych szans na wprowadzenie w życie swoich pomysłów, Prezydentowi Iranu bardzo zależy na nagłaśnianiu i forsowaniu nowej koncepcji układu sił w regionie, polegającej na budowie przez państwa arabskie tzw. nowego Bliskiego Wschodu bez „syjonistów i kolonizatorów”.
Ahmadinedżad, przy okazji wizyty, tradycyjnie nie odmówił sobie przyjemności wypowiedzenia, jak zwykle dosadnie i z wyraźną groźbą, powszechnie znanych już słów, że "jeśli reżim syjonistyczny chce powtórzyć swoje błędy z przeszłości, to będą one początkiem jego upadku i zniszczenia".
Każde słowa głowy jednego państwa, mówiącego bez zażenowania o upadku i zniszczeniu innego państwa, są świadectwem skrajnej nieodpowiedzialności, na którą nie powinno być przyzwolenia w relacjach międzynarodowych.
Artykułowanie takich rzeczy wielokrotnie, ma jednak skutek uodporniający. Istnieje bowiem niebezpieczeństwo o którym trzeba pamiętać, że słowa na które nikt już nie zwraca uwagi ani nie traktuje poważnie, pewnego dnia mogą przekształcić się w tragiczną rzeczywistość.
Na takie niebezpieczeństwo ze strony Iranu, mające źródło w nieodpartej chęci realizowania nie tak znowu pionierskiej wizji „nowego Bliskiego Wschodu” połączonej z ambicjami nuklearnymi i prowadzeniem niezmiennie cynicznej polityki wewnętrznej i zagranicznej, należy być nieustannie przygotowanym.
Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.



Jak Andaluzja stała się prawicowa
Pragmatyzm wygrywa w amerykańsko-chińskich relacjach
Trudne zadanie Rumena Radewa
Péter Magyar wzbudza pierwsze kontrowersje