Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Weronika Rokicka: Sri Lanka - pokój za wszelką cenę?


08 luty 2008
A A A
Sri Lankę rozrywają wybuchające codziennie bomby zamachowców samobójców. Lankijskie władze zapewniają, że pokój jest blisko. Czy zniszczenie Tamilskich Tygrysów rzeczywiście oznacza pokój? Pokój dla kogo? Sri Lanka obchodziła niedawno 60-lecie niepodległości. Nie był to jednak powód do hucznego świętowania. W tym szczególnym dniu kolejny zamach samobójczy wstrząsnął wyspą. Cóż więc znaczą te 60 lat dla ludzi, którzy od ćwierćwiecza żyją w strachu. Ale władze pragnął wykorzystać jubileusz, by ostatecznie rozprawić się z tamilskimi rebeliantami i zapewniają, że będzie to rok przełomowy. Oficjalna data : czerwiec 2008 – wtedy ma nastąpić koniec ery Tamilskich Tygrysów (LTTE). Obserwując pewność siebie lankijskich przywódców pozostaje tylko zadać dwa zasadnicze pytania: jakim kosztem to się stanie i jaka będzie przyszłość wyspy.

Zawieszenie uległości


W styczniu władze zerwały Porozumienie o Zawieszeniu Broni, wynegocjowane z trudem przez Norwegów w 2002 roku. To krok oczekiwany od dawna. Ponad 2 lata temu Mahinda Rajapaksa wygrał wybory prezydenckie zapowiedzią końca uległości wobec terrorystów z LTTE. Jego argumenty były aż nazbyt oczywiste: przez pierwsze pięć lat obowiązywania zawieszenie broni zostało naruszone prawie 4 tysiące razy. W dziewięciu na dziesięć przypadków porozumienie łamali tamilscy rebelianci. Rajapaksa zarzucał swojemu poprzednikowi Ranilowi Wickremesinghe, że podpisując zawieszenie broni wyświadczył przysługę LTTE i wyhodował we własnym domu potwora, który w końcu zniszczy wyspę. Jednak zawieszenie broni pomogło też władzom i lankijskiej armii przygotować się do ostatecznej konfrontacji.

Pokój za cenę wojny

Zawieszenie broni nie obowiązuje i żadna ze stron nie zamierza ustępować. Armia przeprowadziła udane zamachy na przywódcę politycznego skrzydła LTTE oraz szefa wywiadu Tygrysów. 23 stycznia zbombardowała bazę przywódcy LTTE Velupillai Prabhakarana. Do tej pory nie wiadomo, czy udało mu się uciec.

Jednak początek roku należał do Tamilskich Tygrysów. Mimo że przyparci do muru, wciąż są dostatecznie silni, żeby zmienić wyspę w piekło. Celem ich ataków są już nie tylko obiekty rządowe czy wojskowe. Eksplozja na dworcu autobusowym w stolicy Kolombo, która miał miejsce w dzień niepodległości to kontynuacja krwawej serii zamachów wymierzonej w cywilów. Zamachowcy samobójcy pojawiają się tam, gdzie ofiar może być jak najwięcej. Ilu jeszcze cywilów zginie do czasu wyeliminowania Tygrysów? Czy to jest cena jaką muszą zapłacić Lankijczycy za pokój? Nie to wydaje się martwić teraz władze. Mają one bowiem jasno nakreślony plan i nie zamierzają się wycofać. Wyeliminowanie Tygrysów stało się celem czysto technicznym, strategicznym manewrem w 25-letniej wojnie. Środki i związane z nimi koszty sprawą drugorzędną. Wygląda na to, że władzę chcą rozprawić się z rebeliantami za wszelką cenę.

Tygrysy tracą pazury

Wraz z końcem zawieszenia broni odchodzi też era uległości wobec Tamilskich Tygrysów. Świat pokazał władzom zielone światło i władze nie zamierzają tej szansy zmarnować. Do tej pory społeczność międzynarodowa starała się lawirować pomiędzy potępianiem działań LTTE, a przychylnością dla sprawy, o którą walczą. To pozwoliło Tygrysom utworzyć jedną z największych siatek terrorystycznych na świecie. Byli wszędzie, mieli własne radio, a działająca legalnie organizacja Tamils Rehabilitation Organization (TRO) jest oskarżana o zbieranie funduszy dla LTTE. Teraz społeczność międzynarodowa wyraźnie zmieniła front.

W USA po fali aresztowań Tamilów podejrzanych o współpracę z Tygrysami, władze amerykańskie wpisały LTTE na listę najniebezpieczniejszych ugrupowań terrorystycznych na świecie. W raporcie FBI czytam między innymi: „Zamordowali 4 tysiące ludzi w dwa lata, czego nie dokonała żadna inna organizacja terrorystyczna na świecie. Nie, to nie jest Al-Kaida, Hezbollah czy Hamas. To ugrupowanie nazywa się LTTE.” Nie jest to tylko kolejna obsesja Amerykanów. Od 2006 roku trwa nagonka na Tygrysy w krajach UE, Kanadzie i Australii. Tylko dwa kraje nie zdecydowały się do tej pory ich potępić: Indie i Malezja. Oba w imię solidarności z mniejszością tamilską na Sri Lance. Bez wsparcia Indii trudno będzie władzom zlikwidować LTTE, ale bez pieniędzy płynących w Zachodu Tygrysom trudno będzie przetrwać.

Pokój dla kogo?

Czerwiec 2008 zbliża się. Prezydent Rajapaksa powinien zdawać sobie sprawę, że za parę miesięcy (jak twierdzi) wojna się skończy i nadejdzie trudny pokój. Powołany przez niego w 2006 roku komitet zrzeszający przedstawicieli wszystkich sił politycznych wypracował kształt przyszłego ustroju. Sri Lanka ma pozostać państwem jednolitym, ale duża część uprawnień ma być przekazana władzom prowincji. Buddyzm ma pozostać religią państwową, ale prawa innych wyznań mają być w pełni respektowane. To koniec ustępstw na jakie przystać jest gotowy Rajapaksa. A według Tamilów tylko utworzenie federacji może zapewnić pokojowe współżycie dwóch grup etnicznych na wyspie. Zapowiada się więc polityczny impas, bo do przegłosowania projektu wymagana jest większość 2/3 parlamentu. Rajapaksa jest pewny siebie, ale takiego poparcia nie ma.

Wbrew temu, co mówią władze, wyeliminowanie Tygrysów wcale nie rozwiąże wszystkich problemów kraju. Wojna skończy się, ale problem mniejszości tamilskiej na Sri Lance pozostanie. Do końca kadencji prezydenckiej zostały ponad trzy lata, a dopóki Rajapaksa pełni ten urząd, dopóty Tamilowie nie mają co marzyć o państwie federacyjnym. Nie mają też co marzyć o spokoju. Już teraz nasilają się wobec nich represje. W Nowy Rok w hinduskiej świątyni został zastrzelony tamilski opozycjonista  T. Maheswaran. Tamilskie elity w obawie o własne bezpieczeństwo opuszczają wyspę. Zwykli ludzie boją się podejrzeń i masowych aresztowań. Dla nich czerwiec 2008 wcale nie oznacza pokoju.