Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Unia Europejska Agnieszka Brzóska: Demokracji po gruzińsku ciąg dalszy

Agnieszka Brzóska: Demokracji po gruzińsku ciąg dalszy


21 maj 2008
A A A
Czy można jednocześnie startować w wyborach oraz kwestionować ich uczciwość? Zachęcać do głosowania na siebie i bojkotować wyniki przed ich ogłoszeniem? Tak, w Gruzji wszystko jest możliwe.

Image
Plac Wolności, Tbilisi (fot.A.Brzóska)

Kampania na „piątkę”

Trudno jednoznacznie powiedzieć kiedy rozpoczęła się kampania wyborcza przed wyborami parlamentarnymi. Numer „pięć” Zjednoczonego Ruchu Narodowego zrósł się już bowiem na dobre z krajobrazem Gruzji. Michail Saakaszwili jeździ cały czas po kraju otwierając przedsiębiorstwa, także prywatne, szkoły, hale sportowe, zwykle mając u boku kandydata swojej partii w danym regionie. Pod koniec marca prezydent ogłosił spełnienie jednej ze styczniowych obietnic wyborczych, 50- dniowego planu. Zakładał on między innymi wzrost minimalnej pensji z 39 do 50 dolarów oraz rozdanie mieszkańcom regionów 350 traktorów. Według Transparency International Georgia na prezydenckie projekty, nie ujęte w ogóle w państwowym budżecie, wydano już ponad 60 milionów dolarów. Gruzinom opłaca się głosować na Zjednoczony Ruch Narodowy. Zawsze mogą liczyć na bon na opał lub mąkę a w stolicy nawet na darmowy transport do punktu wyborczego. Prawdziwa partia na piątkę!

Image
Strajk głodowy przed parlamentem.19.03.2008 (fot.A.Brzóska)

Bojkot mediów, czyli specjalista od PR pilnie poszukiwany!

W czasie gdy prezydent objeżdżał kraj obiecując talony na produkty żywnościowe, prąd i gaz, czyli zaspokajając pierwsze potrzeby społeczeństwa, w Tbilisi rozpoczynał się strajk głodowy. Na początku marca (09.03) opozycja zaczęła domagać się powtórzenia wyborów prezydenckich, wolnych i sprawiedliwych wyborów parlamentarnych oraz zwolnienia osób zaaresztowanych w związku z wydarzeniami 7 listopada 2007 roku. Strajk głodowy przerwano po szesnastu dniach, nie osiągając żadnego kompromisu ani ustępstwa ze strony rządu. Głodowało prawie osiemdziesiąt osób, w tym trzynaścioro w Zugdidi, dwójka w Batumi i jedna w Kutaisi. Opozycja wielokrotnie bezskutecznie nawoływała mieszkańców stolicy do wsparcia, ale namioty głodujących budziły zainteresowanie głównie wśród zagranicznych turystów. O największym zgromadzeniu można było mówić 24 marca, kiedy też oskarżono dwie stacje telewizyjne Rustavi 2 oraz Mze o faworyzowanie partii rządzącej oraz o zniekształcanie informacji. Paradoksalnie, partie narzekające na brak czasu antenowego i niedosyt informacji, ogłosiły bojkot wszystkiego co nie jest wywiadem na żywo. W odpowiedzi oba najważniejsze kanały w Gruzji przestały nadawać informacje na temat większości partii opozycyjnych. Swoisty impas trwał aż do 28 kwietnia.

Nowe wybory, nowe prawo wyborcze

Według Europejskiej Komisji na rzecz Demokracji poprzez Prawo zmiany w systemie wyborczym nie powinny być wprowadzane w okresie krótszym niż rok przed wyborami. W Gruzji obowiązują jednak inne zasady, bowiem najistotniejszych zmian dokonano w marcu bieżącego roku. W referendum przeprowadzonym pięć lat temu Gruzini zdecydowali o zmniejszeniu liczby deputowanych w parlamencie z 253 do 150 osób. Na początku marca przyjęto między innymi, przy bojkocie opozycji, poprawkę o 75 członkach parlamentu wybieranych większościowo w okręgach jednomandatowych i 75 wybieranych proporcjonalnie. Spór wzbudzał podział mandatów między poszczególnymi systemami głosowania. Ostateczne prace nad prawem wyborczym ukończono dopiero 21 marca. Wtedy także prezydenckim dekretem Michail Saakaszwili ustanowił wybory na dzień 21 maja 2008 roku.

Kto ma klucz do pokoju, czyli porządki w Centralnej Komisji Wyborczej

Działania Centralnej Komisji Wyborczej (CEC) od samego początku są uważnie monitorowane. Najwięcej kontrowersji w działaniu instytucji wywołała sama procedura składania list wyborczych. Zjednoczony Ruch Narodowy zgłosił swoje kandydatury tuż przed upływem terminu (godz. 18.00, 21.04). W tym samym czasie dotychczasowy lider listy, przewodnicząca parlamentu, Nino Burdżanadze ogłaszała rezygnację z kandydowania. Obserwatorzy wewnętrzni oraz partie opozycyjne podejrzewają, że partia rządząca złożyła „puste  papiery”, wypełniając je już po upływie terminu. Przewodniczący CEC, Lewan Tarkhniszwili, przez kilka godzin nie pozwalał opozycyjnym członkom Komisji na obejrzenie list partii Saakaszwilego, tłumacząc się, że pomieszczenie jest zamknięte a on sam nie posiada do niego kluczy. Kiedy obserwatorom udało się dostać ostatecznie do list w środku nocy, stwierdzili naruszenie pieczęci.

Image
(fot.A.Brzóska)

Demokracja po gruzińsku

Obserwatorzy zewnętrzni i wewnętrzni przez cały czas monitorowali kampanię wyborczą. Biuro Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka (ODIHR) wysłało do Gruzji misję obserwacyjną (EOM - Election Observation Mission). Czternastoosobowa grupa pod przewodnictwem ambasadora Borisa Frlec wydała dwa raporty dotyczące sytuacji i kampanii przedwyborczej. Samodzielne sprawozdanie wydała też między innymi organizacja Transparency International Georgia. Wątpliwości obserwatorów budził pośpiech przy uchwalaniu prawa wyborczego. Zastrzeżenia dotyczą między innymi podziału na deputowanych wybieranych w systemie proporcjonalnym i w jednomandatowych okręgach wyborczych, gdzie liczba wyborców w pojedynczych dystryktach waha się między 6000 a 140 000 osób, naruszając tym samym równowagę ważności głosu.
Raporty dają tragiczny obraz stopnia demokratyzacji Gruzji. Mimo regulacji w prawie wyborczym zakazującym dawania pieniędzy, prezentów, sprzedaży dóbr materialnych po zaniżonych cenach, kandydaci Zjednoczonego Ruchu Narodowego rozdawali upominki jeszcze przed oficjalną nominacją. Sąd odrzucił pozew w tej sprawie obserwatorów ze Stowarzyszenia Młodych Prawników uzasadniając, że dziecko nie ma prawa głosu, więc może otrzymać zabawkę lub bilet do kina. Sędziowie nie zwrócili jednak uwagi, że prawo wyborcze używa określenia „obywatel” Gruzji a nie „wyborca”. Oficjalnie przyjętym zwyczajem wśród polityków stał się udział kandydatów partii rządzącej w uroczystościach publicznych na szczeblu regionalnym. Najlepszym tego przykładem jest sama stolica, gdzie na oficjalnej stronie internetowej mera miasta można znaleźć informacje o działalności czołowych kandydatów Zjednoczonego Ruchu Narodowego.
Mimo symbolicznych gestów jak podpisanie kodeksu zachowania dla polityków, większość partii nie stosuje ogólnie przyjętych zasad. Powszechnym zjawiskiem było w Tbilisi łamanie ciszy wyborczej poprzez rozdawanie ulotek czy manifestacje młodzieżówek.

Szczegóły, ale nie bez znaczenia

Kampania wyborcza była  pozornie przyćmiona ostatnimi wydarzeniami w Abchazji. Prezydent Saakaszwili wielokrotnie wzywał opozycję do zjednoczenia w wyniku napięć w kontaktach z Rosją, wygłaszał odezwy do społeczeństwa. Nie bez znaczenia na przepływ kampanii miała lutowa śmierć Patakarcyszwilego i próby przejęcia przez państwo niezależnej telewizji Imedi. Do tego należy dodać przyznanie Okruaszwilemu, byłemu ministrowi, azylu politycznego we Francji.

Gruzińska kampania wyborcza przebiegała bez większych emocji. Wydaje się, że wynik głosowania jest już z góry przesądzony a plakaty wyborcze pojawiły sie tylko dla formalności, mimo ciszy wyborczej najwięcej w nocy przed dniem wyborów. Łatwo też przewidzieć rozwój wypadków po ogłoszeniu wyników, strajki opozycji, pozwy do sądów i choć w wielu przypadkach będą to na pewno skargi uzasadnione, to trudno nie odnieść wrażenia, że elity polityczne w Gruzji odnajdują się tylko w sytuacji zagrożenia i protestu.