Łukasz Reszczyński: Do roboty panowie!
Jeszcze zanim Komisja Europejska oficjalnie zleciła Radzie Ministrów UE wdrożenie programu włączenia Serbii, Czarnogóry i Macedonii do europejskiego ruchu bezwizowego, w Bośni i Hercegowinie już pojawiły się głosy sprzeciwu. Protestowali głównie bośniaccy muzułmanie, gdyż jako jedyni nie skorzystają na tej decyzji. Duża rzesza zarówno bośniackich Chorwatów jak i Serbów posiada paszporty swoich macierzystych krajów, co pozwala, lub jak w przypadku Serbów – dopiero pozwoli, na swobodne przemieszczanie się po Europie. Jednak mamy do czynienia z ich pozostałą częścią, która jak bośniaccy muzułmanie nadal nie będzie mogła bez przeszkód wyjeżdżać poza granice Bośni. Mimo to głosy sprzeciwu słyszalne są głównie z kręgów muzułmańskich. Ich polityczni przywódcy największe pretensje zgłaszają pod adresem decyzji wobec Serbii, argumentując, że stan przygotowań obydwu krajów w tej kwestii niewiele się różni. Dodają również, że włączenie Serbii do europejskiego ruchu bezwizowego to tak naprawdę decyzja polityczna nie mająca odzwierciedlenia w faktycznym przygotowaniu tego kraju. Wspomina się o izolacji muzułmańskiej ludności bośniackiej oraz o możliwym podziale mieszkańców Bałkanów Zachodnich na tych „gorszych” i tych „lepszych” (do tej pory oczywiście wszyscy byli równi). Czyżby za wszystkim stała zwyczajna zazdrość wobec Serbii? Zrozumiałe są wszelkie historyczne animozje, ale w końcu nawet tak zakorzenieni w historycznej świadomości Serbowie zwietrzyli w dobrych relacjach z Brukselą świetny interes, zatem zamiast zazdrościć lepiej brać z nich przykład.
Pora dorosnąć
Decyzję UE wobec Bośni i Hercegowiny, a w zasadzie jej brak, uznać należy za wyjątkowe wydarzenie w obustronnych relacjach. Do tej pory Bośnia traktowana była przez Brukselę niczym skrzywdzone i bezbronne dziecko, które trzeba poprowadzić za rękę w świat dorosłości. Doskonale zdawali sobie z tego sprawę bośniaccy liderzy, którzy niespecjalnie przemęczali się, aby kraj ten zaczął normalnie funkcjonować (inną kwestią jest już jego faktyczna zdolność do funkcjonowania jako jedno państwo). Mimo to wydaje się, że sielankowe życie panów z Sarajewa i Banja Luki dobiegło końca. Sygnał do tego dał Wysoki Przedstawiciel UE w Bośni i Hercegowinie (OHR) Valentin Inko, który zwołał zebranie liderów najważniejszych partii w kraju. Cel spotkania był jasny: podjęcie dialogu na rzecz zmian, które w jak najszybszym czasie mają przekonać UE do zniesienia wiz wobec obywateli Bośni i Hercegowiny. Niestety wydaje się, że przekonanie o tym, iż brak decyzji Komisji Europejskiej wobec Bośni to nie powód do narzekań tylko bodziec do dalszej, jeszcze intensywniejszej pracy, wyraża tylko Wysoki Przedstawiciel UE – Valentin Inzko. Tuż po spotkaniu, lider bośniackich muzułmanów Sulejman Tihić stwierdził, że „atmosfera była napięta i pełna wzajemnych oskarżeń”. Dodał również, że z liderem bośniackich Serbów Milordem Dodikiem „spotykać się może tylko na oficjalnych spotkaniach w obecności Inzko”. Nie tędy droga panowie...
Sytuacja w Bośni i Hercegowinie jest napięta, co potwierdzają ostatnie wydarzenia. Powodów do optymizmu nie daje z pewnością postawa polityków tego kraju. Mogliby oni wziąć przykład chociażby z Kosowa. Tuż po ogłoszeniu decyzji Komisji Europejskiej, rezydent stolicy Prištiny stwierdził: „to sprawiedliwe, że Kosowo nie zostało objęte projektem liberalizacji wiz, gdyż nie jest obecnie do tego przygotowane.” Nie ulega wątpliwości, że UE „rozpieściła” Bośnię i Hercegowinę, a jej przywódcy bawili się w politykę często bez większej odpowiedzialności, bo przecież i tak wszystko nadzoruje Wysoki Przedstawiciel i Bruksela. Pora zatem przejąć odpowiedzialność za swój kraj i najzwyczajniej w świecie wziąć się do roboty!