Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Andrzej Jonas: Złodzieje atomowych bomb


04 wrzesień 2009
A A A

Sample Image

Czy nielegalny dostęp do atomowych składów jest jedynie kwestią czasu? W końcu i tak złodzieje dotrą tam, gdzie dotrzeć nie powinni.

Profesor Shaun Gregory, szef ośrodka badań nad bezpieczeństwem Pakistanu z brytyjskiego uniwersytetu Bradford, bije na alarm. Zgodnie z jego opinią „talibowie i Al-Kaida trzykrotnie atakowali w ciągu ostatnich dwóch lat bazy wojenne, w których przechowywane są pakistańskie arsenały atomowe”. Amerykańskie służby specjalne minimalizują ostrzeżenia profesora Gregory’ego i zapewniają, że kontrola nad 60 pakistańskimi głowicami, gwarantowana przez 10 tysięcy doborowych i specjalnie wyselekcjonowanych żołnierzy, jest dostateczna.

Być może to Amerykanie mają rację. Załóżmy, że wiedzą co mówią i są tego pewni również dlatego, że w ochronie pakistańskiej broni atomowej mają swój udział. Gdyby tak nie było, gdyby rację miał profesor Gregory, nasze bezpieczeństwo nie byłoby warte funta kłaków. Ale problem jest zbyt ważny, by pozostawić go specjalistom od tworzenia zasieków wokół baz atomowych.

Od czego właściwie zależy nasze bezpieczeństwo? Od wysokości i jakości tych systemów ochronnych, od wykształcenia, inteligencji i pomysłowości specjalistów oraz ich przewagi nad złodziejami atomowych bomb? (Rozważamy jedynie problem kradzieży, a nie produkcji nuklearnych ładunków). A może nielegalny dostęp do atomowych składów jest jedynie kwestią czasu – w końcu i tak złodzieje dotrą tam, gdzie dotrzeć nie powinni.

Jeśli to rozumowanie jest prawidłowe, to wypada postawić pytanie dziecinnie proste: czego nie można ukraść? Oczywiście tylko tego, czego nie ma. Wszystko inne, prędzej czy później, zostanie ukradzione.

Ameryka i Rosja do końca tego roku mają zawrzeć nowe porozumienie o ograniczeniu zbrojeń strategicznych – START. I z pewnością zawrą. Być może jego elementem będzie też redukcja stanu posiadania obu stron – dziś nie są one w takim układzie  a n t a g o n i s t y c z n y m  jak  w czasach zimnej wojny, głowic jest za dużo, są przestarzałe, a ich ochrona ogromnie kosztowna. Ale w dalszej perspektywie jest opcja zero. Najwybitniejsi specjaliści nawołują do całkowitej likwidacji broni jądrowej. Także, choć nie tylko, ze względu na wyżej wspomnianą dziecinną zagadkę: czego z pewnością nie można ukraść?

Całego problemu znalezienia się jądrowych ładunków w niepowołanych rękach opcja zero nie rozwiąże. Parę zagrożeń zniknie jednak z naszego horyzontu. To kusząca perspektywa.

Artykuł ukazał się w Polska Zbrojna . Przedruk za zgodą Redakcji
 
Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.