Jakub Nawrocki: Terrorystyczne show
-
Jakub Nawrocki, Polska Zbrojna
Coraz częściej wojny wygrywa się nie za pomocą zdalnie sterowanych rakiet, ale umiejętną psychologiczną manipulacją.
Chwała Allachowi!”.
Żniwa dżihadu
To był kolejny zamach bombowy na siły sprzymierzonych. Po kilku godzinach służby informacyjne sił ISAF przyznają, że w zamachu zginęło dwóch żołnierzy amerykańskiej piechoty morskiej. Podobnych filmów przedstawiających różne metody walki fundamentalistów oraz terrorystów islamskich z zagranicznymi żołnierzami są setki. Dokumentują akcje bombowe, zamachy samobójcze, działania snajperów i zasadzki. Bez problemu znajdziemy je w internecie.
Współcześni terroryści dążą do wywołania dalekosiężnych reperkusji psychologicznych, w czym bardzo pomaga im postęp techniczny w elektronice. Drastyczne zdjęcia z wojen w Iraku, Afganistanie czy Czeczenii, których nie publikują oficjalne media, możemy zobaczyć w internecie. Organizacje terrorystyczne docierają w ten sposób do wielkiego grona odbiorców. Każda z nich, prędzej czy później, tworzy własną stronę internetową – przedstawia logo, angażuje własnego spikera. Są one na bieżąco aktualizowane i uzupełniane nagraniami wideo z dokonanych ataków. Jak trafnie zauważa Krzysztof Liedel, dyrektor Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas, nie ma dziś w zasadzie organizacji rebelianckiej lub terrorystycznej, która nie miałaby strony internetowej, i to także w języku angielskim: „Młode pokolenia islamskie, na przykład w Wielkiej Brytanii, Francji czy Niemczech, chociaż posługują się tylko językiem nowej ojczyzny, nie chcą się asymilować. Nie uznają zachodnich norm kulturowych, obyczajowości i moralności. Dlatego te strony są tłumaczone na języki obce”.
Można odnieść wrażenie, że wideoterroryzm stał się towarem, który terroryści próbują jak najszerzej rozreklamować i sprzedać. Legendarny sunnicki snajper z Bagdadu, ukrywający się pod pseudonimem „Juba”, jest bohaterem czterech wywiadów filmowych. Co miesiąc w internecie pojawiają się nowe obrazy, subtelnie nazywane „żniwami w Iraku”, które pokazują najbardziej spektakularne ataki, na przykład na posterunki kontrolne lub obozy szkoleniowe armii afgańskiej i irackiej, oraz akcje rebeliantów, takie jak eksplozje przydrożnych min pułapek. Wszystkie sfilmowane incydenty są opatrzone dokładną datą. Taki terroryzm nie jest obliczony na eliminację jak największej liczby osób czy wywołanie ogromnych zniszczeń. Zdaniem Krzysztofa Liedela, służy on radykalizacji i rekrutacji: „Z jednej strony, indoktrynuje społeczności świata islamu, propagując przemoc, śmierć i tortury oraz ukazując Zachód jako zgniły, niedobry, niezgodny z ich religią i kulturą. Z drugiej strony, taka radykalizacja służy zapewnieniu zasilenia szeregów organizacji terrorystycznychprzez nowych ochotników”.
Ukryta treść
Organizacje fundamentalistyczne często wykorzystują filmy i wywiady do komunikowania się z towarzyszami broni i swoimi zagranicznymi siatkami. Symbole, słowa, gesty mają kryte znaczenie, zrozumiałe tylko przez określone osoby, do których są adresowane. Materiał filmowy to również źródło wiedzy potrzebnej do szkoleń dla początkujących terrorystów lub organizacji będących we wstępnej fazie rozwoju. Na witrynach internetowych prezentowane jest rzemiosło terrorystów od podstaw: od tworzenia przydrożnych bomb pułapek, przez wybieranie odpowiednich miejsc na zasadzki, kończąc na opisie, jak się zachować podczas kontroli lub jak identyfikować szpiegów we własnych szeregach. Dostępne są również doskonale wyreżyserowane filmy pokazujące treningi fundamentalistów.
Dezinformacja to także ulubiona forma przekazu ekstremistów. Podawanie fałszywych danych, zawyżonych lub zaniżonych liczb ofiar ma nie tylko przestraszyć miejscową ludność i ograniczyć ich kontakty z wojskami koalicji antyterrorystycznej. Celem dezinformacji są przede wszystkim społeczności krajów wysokorozwiniętych. Wywołanie w nich negatywnych emocji związanych z konfliktem ma skłonić odbiorców – wyborców – do skorygowania decyzji władz.
Vademecum śmierci
Zamachy w Iraku i Afganistanie są skrupulatnie dokumentowane. Na filmach widać, jak przyszli zamachowcy samobójcy czytają testament, uzasadniają decyzję absolutnego poświęcenia się sprawie, są uśmiechnięci, nie zakrywają twarzy, grożą „krzyżowcom”, twierdząc przy tym, że takich jak oni są setki, gotowych w każdej chwili oddać życie za wiarę. Następnie modlą się ostatni raz, żegnają z towarzyszami. Przychodzi czas na prezentację pojazdu wypełnionego ładunkami wybuchowymi i podróż na miejsce ataku. Uśmiech nie znika z twarzy szahida (w islamie ten, który oddaje życie w sprawie wiary, za co ma obiecaną nagrodę wieczną, czyli życie w raju) ani na chwilę. Za pojazdem samobójcy podąża samochód z kamerzystą, który uwieczni moment zamachu. Wokół celu zamachowca, w bezpiecznej odległości, czekają też zazwyczaj inni operatorzy, którzy z różnych stron nakręcą, a potem opublikują „dzieło” terrorysty.
Internet jest również źródłem informacji wywiadowczych dla terrorystów. Co pewien czas niektóre ugrupowania publikują filmy, w których chwalą się zdobyciem na przykład podręczników opisujących taktykę wojsk amerykańskich, kompletnych schematów budowy pojazdów wojskowych czy dokładnych map rozmieszczenia baz. W najprostszej przeglądarce internetowej można obejrzeć satelitarne zdjęcia bazy Bagram w Afganistanie. Często filmy te są ostatnią szansą poszczególnych ugrupowań na pozyskanie rekrutów lub środków do prowadzenia działalności. Pokazują wizyty w szkole i namawianie dzieci do oporu przeciwko obowiązującemu prawu i władzy lub to, jak rebelianci chodzą po wsi, rozdając produkty żywnościowe i ulotki namawiające do przyłączenia się do ruchu oporu.
Te obrazy będą powstawały nadal, bo pozwalają grać na ludzkich emocjach. Ich twórcy liczą na to, że obejrzy je jak najwięcej osób. Najtrafniej odniósł się do tego zjawiska Brian Michael Jenkins, amerykański ekspert od spraw terroryzmu: „Terroryzm jest teatrem przeznaczonym dla tych, którzy patrzą, a nie dla tych, którzy stali się ofiarami”.



Jak Andaluzja stała się prawicowa
Pragmatyzm wygrywa w amerykańsko-chińskich relacjach
Trudne zadanie Rumena Radewa
Péter Magyar wzbudza pierwsze kontrowersje