Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Unia Europejska Adam Lelonek: Sikorski szefem unijnej dyplomacji? Perspektywa ukraińska

Adam Lelonek: Sikorski szefem unijnej dyplomacji? Perspektywa ukraińska


17 sierpień 2014
A A A
Na koniec sierpnia mają zostać przedstawieni kandydaci na komisarzy Komisji Europejskiej, a we wrześniu zapadną ostateczne decyzje w tej kwestii. Tym, co szczególnie interesować może Kijów, jest stanowisko wysokiego przedstawiciela UE do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, które wraz z funkcją wiceprzewodniczącego KE może teoretycznie objąć obecny minister spraw zagranicznych Polski Radosław Sikorski. Zarówno dla Polski, jak i dla Ukrainy, byłaby to dobra wiadomość, nie oznacza to jednak wcale, że oba państwa nie mogą chłodno analizować dotychczasowego dorobku Sikorskiego, a zwłaszcza jego polityki wobec Federacji Rosyjskiej.
Image Minister Sikorski jest bez wątpienia jednym z najlepszych kandydatów na ten urząd z jednej prostej przyczyny – największym wyzwaniem dla bezpieczeństwa europejskiego jest obecnie Rosja, a precyzyjniej polityka prowadzona przez Władimira Putina. Trudno więc o lepsze i pełniejsze zrozumienie istoty owego niebezpieczeństwa wśród elit europejskich, niż to prezentowane przez polityków z naszego regionu. Żadne też z państw Unii nie rozumie Ukrainy tak dobrze, jak Polska.

W swoim wystąpieniu z dnia 8 maja br., poświęconemu zadaniom polskiej polityki zagranicznej na 2014 rok, z ust polskiego ministra padły dosyć mocne sformułowania. Między innymi: „rosyjskie działania na Ukrainie w sposób oczywisty łamią zasady pokojowego współżycia narodów” oraz „gdy Ukraińcy zbiorowym wysiłkiem odtwarzali struktury władzy, ich kraj padł ofiarą rosyjskiej agresji. Pod pretekstem obrony praw mniejszości Rosja zajęła Krym, a dziś destabilizuje wschodnią Ukrainę. Działania Moskwy stoją w sprzeczności z podstawowymi zasadami prawa międzynarodowego”. Sikorski powiedział także następujące słowa: „w roku, w którym obchodzimy stulecie wybuchu pierwszej wojny światowej, Moskwa rzuca wyzwanie do ideologicznej właśnie konfrontacji. Dodam: do konfrontacji, której Rosja wygrać nie może. Stosunek potencjału gospodarczego na korzyść Unii Europejskiej wynosi ponad osiem do jednego, a licząc ze Stanami Zjednoczonymi i Kanadą – osiemnaście do jednego. Zamiast demokratyzować i modernizować się, Rosja wchodzi w kolejny zakręt swoich powikłanych dziejów”.

Ukraińska perspektywa zwycięstwa czy porażki z Kremlem jest w oczywisty sposób inna. Trudno też Ukraińcom pozytywnie odnosić się do powyższej dawki optymizmu, biorąc pod uwagę aneksję Krymu oraz sytuację na Wschodzie kraju i rosnące ryzyko potencjalnej, otwartej interwencji zbrojnej oraz bierność i opieszałość struktur zachodnich względem agresywnej polityki rosyjskiej. Nie ulega jednak wątpliwości, że świadomość i percepcja działań Rosji jest po stronie polskiej najbardziej zbliżona do tych ukraińskich spośród innych państw Unii.

Do tego warto odnotować fakt, że Radosław Sikorski wielokrotnie i publicznie stwierdzał, iż „to Rosja odpowiada za katastrofę malezyjskiego samolotu nad Ukrainą”. Co więcej, w wywiadzie dla amerykańskiej stacji CNN z sierpnia br. podkreślił, iż „(…) działania Rosji na Ukrainie sprawiają, że czujemy się nie bardziej, lecz mniej bezpiecznie. Jeden z naszych sąsiadów – Rosja – prowadzi hybrydową wojnę przeciw innemu naszemu sąsiadowi”. Jest on też zwolennikiem wzmocnienia wschodniej flanki Sojuszu Północnoatlantyckiego. Natomiast w lipcu br. oświadczył, iż „my, Europejczycy ze Wschodu, raczej nie mieliśmy złudzeń, co do tendencji neoimperialnych w polityce Rosji”.

Te ostatnie stwierdzenia łatwo jednak będzie zderzać z innymi wypowiedziami Sikorskiego sprzed lat. Tak samo, jak było robione to w Polsce, gdzie przez ostatnie dwie kadencje zapewniano wszystkich o tym, że żadnego niebezpieczeństwa dla naszego kraju nie ma oraz że polskie relacje z Rosją nigdy nie były tak dobre – to samo zrobią prędzej czy później eksperci i analitycy z Ukrainy.

W marcu 2009 r. Sikorski stwierdził, iż „Rosja jest potrzebna do rozwiązywania problemów europejskich. Dlatego gdyby spełniła warunki mogłaby być w NATO”. Natomiast w lutym 2010 r. w dodatku do Sueddeutsche Zeitung polski minister napisał: „w procesie rozszerzenia NATO nie należy z góry wykluczać Rosji, ponieważ jej członkostwo mogłoby przynieść stabilność i bezpieczeństwo regionom, gdzie dotychczas nie było ani jednego ani drugiego. Chcemy i potrzebujemy bezpiecznej i stabilnej Rosji. Ten kraj musi jednak być obliczalny, gotowy do kooperacji i przede wszystkim demokratyczny. Tylko taka Rosja może żyć w pokoju z samą sobą i swymi sąsiadami”.

Niezależnie od poziomu aktywności politycznej, tj. na scenie krajowej czy międzynarodowej, polityka rządzi się swoimi prawami. Nierzadko jedynie osoby niezorientowane w jej konstrukcji, ograniczeniach czy sprzężeniach zwrotnych nie są w stanie zrozumieć szerszego kontekstu danej wypowiedzi lub jej celu. Daje to olbrzymi pole manewru dla propagandystów i populistów. Aby więc to zneutralizować, konieczne jest zawsze odwoływanie się do faktów, nie ich interpretacji.

Można dyskutować o poziomie naiwności tych stwierdzeń lub traktować je jako nieodłączny element gry politycznej. Można zastanawiać się, które z nich są prawdziwe, a w które nie wierzy sam ich autor. Można stawiać pytania czy funkcja szefa praktycznie nieistniejącej unijnej polityki zagranicznej, zwłaszcza w kontekście funkcjonowania obok siebie kilku niezależnych centrów decyzyjnych o sprzecznych interesach, może realnie wpłynąć na zmianę sytuacji na Ukrainie. Trzeba jednak pamiętać, że dywagacje o tym, co by mogło być, a nie jest czy o innych wymiarach rzeczywistości z pewnością nic nie zmienią. Nie można też mieć wątpliwości, że w obecnej sytuacji, Polak na tak ważnym unijnym stanowisku, z ukraińskiego punktu widzenia to najlepszy z możliwych wyborów. Najlepszym potwierdzeniem tego faktu jest to, że w najtrudniejszych dla Kijowa momentach stanowisko Polski wobec Ukrainy było jednoznaczne, często nawet wbrew własnym krótkoterminowym interesom.
 
 
 
Foto: radeksikorski.pl