Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Unia Europejska Romuald Przybyszewski: Echa pierwszej wizyty Lecha Kaczyńskiego na Ukrainie

Romuald Przybyszewski: Echa pierwszej wizyty Lecha Kaczyńskiego na Ukrainie


08 marzec 2006
A A A
Tak jak w przypadku wcześniejszych wydarzeń, również obecnie widać wyraźną asymetrię w komentowaniu oficjalnej wizyty prezydenta Kaczyńskiego na Ukrainie. Media ukraińskie poświęciły tej sprawie mniej uwagi niż media polskie. Tak jest niemal zawsze, jeśli chodzi o nasze wzajemne relacje.

„Kommersant” napisał, iż wizyta Lecha Kaczyńskiego w Kijowie, której jednym z głównych tematów miała być kwestia przedłużenia do Polski rurociągu Odessa-Brody, pozostawia wrażenie, że Polska szuka pretekstu do niezrealizowania tego projektu. Wiktor Juszczenko oświadczył, że w razie problemów z przedłużeniem naftociągu do Polski, Ukraina może przesyłać ropę alternatywnymi drogami, czyli przez Białoruś lub Czechy. Lech Kaczyński, zdaniem ukraińskich dziennikarzy, sprawiał wrażenie uradowanego, dodając, że Ukraina ma oczywiście prawo szukać innych rozwiązań. Należy podkreślić, że rozmowy prezydentów przedłużyły się, ponieważ Lech Kaczyński musiał korzystać z usług tłumacza. W odróżnieniu od swojego poprzednika - Aleksandra Kwaśniewskiego, nie zna ani języka ukraińskiego, ani rosyjskiego.

Inni komentatorzy wskazują, że prezydent Polski spełnił swoją obietnicę, iż Ukraina będzie jednym z pierwszych państw jakie odwiedzi w czasie swojej prezydentury. Ich zdaniem „Lech Kaczyński kontynuuje dzieło swojego poprzednika Aleksandra Kwaśniewskiego”. Optymizm polskiego prezydenta odnośnie wstąpienia Ukrainy do NATO oraz ostrożniejszy dotyczący członkostwa w UE, wskazuje, że zapewnia on o poparciu Polski dla zachodniego kierunku integracji Ukrainy.

Internetowe wydanie „For-Ua” jako jedno z nielicznych postanowiło zapytać ukraińskich politologów i polityków o zdanie na temat wizyty Kaczyńskiego w Kijowie. Stwierdzili oni, iż nie jest pewne, czy po tej wizycie Polska nadal będzie adwokatem Ukrainy w Europie. Zresztą znamienny był już sam tytuł - „Polska – nasz wieczny przyjaciel?”.

Znany ukraiński politolog Ołeksander Dergaczow, stwierdza, że „można zachwycać się tym, jak wielkim ukraińskim patriotą jest polski prezydent”, ale trzeba podchodzić trzeźwo do możliwości utrzymanie przez Ukrainę takiego tempo integracji z Zachodem, jakiego oczekuje Polska. Tym niemniej Dergaczow zaznacza, że w kwestii bezpieczeństwa energetycznego trzeba trzymać się Polski. Równocześnie z pesymizmem odnosi się do prognoz Lecha Kaczyńskiego mówiących o przystąpieniu Ukrainy do NATO. Jego zdaniem polski prezydent nie bierze pod uwagę przynajmniej dwóch niesprzyjających okoliczności. Po pierwsze niskiego poparcia dla tej idei w ukraińskim społeczeństwie i po drugie słabego tempa procesów demokratyzacji. Zdaniem ukraińskiego politologa Polska nadal będzie pełniła rolę adwokata Ukrainy w Europie, a wynika to z faktu, że Polska bardziej niż pozostali członkowie UE chce, aby Europa nie kończyła się na jej wschodniej granicy. Za to należy jednak dziękować nie tyle polskiemu prezydentowi, co Bogu, że Ukraina ma takie położenie.

Ołeksij Płotnikow, profesor Instytutu Ekonomii Światowej i Stosunków Międzynarodowych NAN Ukrainy, twierdzi, że w wypowiedzi Kaczyńskiego odnośnie naftociągu Odessa-Brody nie należy szukać niczego strasznego. Zrozumiałe jest, że na realizację potrzebne są pieniądze. Trzeba się więc modlić, żeby znaleźli się realni inwestorzy. Co do NATO, jego zdaniem Kaczyński swoją wypowiedzią poparł politykę Juszczenki, ale faktycznie jest to kwestia wyboru narodu ukraińskiego. Odnośnie zaś reprezentowania w Europie Ukrainy przez Polskę, zdaniem profesora nasz kraj od dawna pretendował do bycia „starszym bratem”. Tak naprawdę jednak wątpi, czy Polska była adwokatem Ukrainy w Europie.

Wsewołod Stepanjuk, współpracownik naukowy Instytutu Ekonomii Światowej i Stosunków Międzynarodowych rozpatruje wypowiedź prezydenta Polski w sprawie ukraińskiego członkostwa w NATO, jako wtrącanie się w wewnętrzne sprawy Ukrainy. Powołuje się na konstytucję, która zabrania Ukrainie członkostwa w blokach militarnych. Co do projektu Odessa – Brody, jego zdaniem, bez gwarancji rządów Polski i Ukrainy prywatni inwestorzy nie będą chcieli zainwestować pieniędzy. Stepanjuk uważa, iż Polska jako adwokat Stanów Zjednoczonych w Europie, nie może równocześnie pełnić tej funkcji wobec Ukrainy. Polska ma wykonywać tylko pewne instrukcje otrzymane za oceanem, a dotyczące wschodniego sąsiada.

Dmytro Wydrin, dyrektor Europejskiego Instytutu Integracji i Rozwoju realnie ocenia kwestię naftociągu, wskazując, że głównym problemem są możliwości zapełnienia go ropą. Kwestia NATO będzie zaś zależała od rządu, jaki powstanie po wyborach 26 marca. Stąd nie są zrozumiałe podstawy wypowiedzi prezydenta Kaczyńskiego mówiące o dacie przystąpienia Ukrainy do sojuszu. Uważa on, że Polska chce pozostać adwokatem Ukrainy, ponieważ jest to dla niej kwestia prestiżu.

Z kolei Lubomira Remażewska już we wstępie artykułu dla gazety „Postup” pisze, iż wbrew opiniom niektórych politologów wizyta była całkiem udana. Wskazuje na kwestie dotyczące projektu przedłużenia Odessa-Brody – przedłużenia prac w tej sprawie. Podkreśla wypowiedź Lecha Kaczyńskiego, że Polska nadal będzie adwokatem Ukrainy w UE. Autorka wskazuje, że Kaczyński zapewniał, że zaprzyjaźnił się z Juszcznką i jest to sympatia odwzajemniona. Remażewska wspomina również, że Lech Kaczyński jeszcze jako prezydent Warszawy popierał ukraińską pomarańczową rewolucję i dlatego należy się spodziewać, że dobre stosunki będą się umacniać. Kończy jednak konkluzją, że Kaczyński jest przede wszystkim Polakiem i należy o tym pamiętać. Autorka wskazuje na pewnych polskich politologów, zdaniem których Kaczyński może przedłożyć pragmatyczne – ekonomiczne relacje z Rosją kosztem stosunków z Ukrainą. Jej zdaniem jest jednak mało prawdopodobne aby Polska zaprzyjaźniła się z Rosją.

Artykuł został opatrzony komentarzem Antina Burkowśkoho, politologa. Jego zdaniem wizyta była potwierdzeniem dobrych, poważnych stosunków. Uwaga Kaczyńskiego o wzajemnej sympatii między nim a Juszczenką może zaowocować nie tylko współpracą międzypaństwową ale również między-personalną. Według Antina dobre relacje z Ukrainą leżą w strategicznym interesie Polski, dlatego komentarze przywoływanych polskich politologów o możliwej zmianie frontu są mało wiarygodne: „Pan Lech jest bardzo porządnym człowiekiem, i to gwarantuje, że nie przystąpi do separatystycznych układów z Putinem”.

W „Deń” można było przeczytać, że istniały pewne obawy, iż polityka Polski wobec Ukrainy po wyborze Kaczyńskiego na prezydenta może ulec pewnym zmianom. Jednak zdaniem dziennika ta wizyta, jak się podkreśla, jedna z pierwszych jakie odbył polski prezydent, świadczy nie tylko o przedłużeniu, ale wręcz o zacieśnianiu stosunków między Polską i Ukrainą. Podkreślono, że biografia Kaczyńskiego świadczy, o tym, że Ukraina jest dla niego istotnym partnerem i że będzie on chciał dalej rozwijać wzajemne relacje. Jak podaje „Deń”, można się spodziewać, że wzajemne relacje w czasie jego kadencji będą jeszcze bardziej intensywne. Zdaniem autora szczególnie korzystne dla Ukrainy byłoby poparcie Polski dla jej projektów energetycznych, wzajemna współpraca w tej gałęzi byłaby również istotna z punktu widzenia integracji europejskiej.

Ałena Hetmańczuk z „Glavred” pisze, że prezydent Polski odwiedził Ukrainę, jako piątą w kolejności, a jeszcze kilka miesięcy temu pojawiały się informacje, że Kijów będzie kolejnym miejscem wizyty zaraz po USA. Autorka wskazuje, że już przed wizytą mówiło się, że ze względu na podobny nacisk na kwestie „moralności” czy pewne konserwatywne spojrzenie, obaj prezydenci powinni znaleźć „wspólny język”,. Mówiąc o tym, że prezydent Polski opowiada się za adwokaturą Warszawy w UE, autorka wskazuje na pewne dwuznaczności. Po pierwsze wypomina, że dla Kaczyńskiego „UE, to mniejsze zło dla Polski, które ma chronić przed większym – Rosją i globalizacją”. Czy zatem ukraińscy euroentuzjaści mogą liczyć na pomoc takiego adwokata? Autorka pisze, że Kaczyński składając wizytę w Paryżu, rzekomo nie chciał spotkać się z Jacques’em Chirakiem. Miałoby to świadczyć o napięciu między Polską a Francją, a przecież to właśnie Francja widzi największe problemy w integracji Ukrainy z UE.

Zwrócono również uwagę, że inicjatywy nowych władz polskich w Berlinie i Paryżu póki co nie znajdują zrozumienia. Świadczyć o tym może zupełne zignorowanie propozycji premiera Marcinkiewicza stworzenia tzw. energetycznego NATO. Autorka wskazuje, iż wydawało się, że wraz z przejęciem w Polsce władzy przez siły prawicowe należało się spodziewać wzmożenia wysiłków dotyczących realizacji projektu Odessa-Brody-Gdańsk. Niestety prawica w Polsce, podobnie jak „pomarańczowi” na Ukrainie, zajęła się czystkami i reorganizacją struktur władzy. Tym samym do polskich ministerstw przychodzą ludzie, którzy nie mają pojęcia o zasadniczych kwestiach działalności danych struktur. Dalej autorka podkreśla, że na takiej sytuacji mogą skorzystać konkurenci i oponenci tego polsko – ukraińskiego projektu. Przede wszystkim chodzi tutaj o wzmocnienie pozycji Rosji na rynkach Europy Środkowej. Rosja jest szczególnie zainteresowana dalszą ekspansją po wejściu Polski do UE. Hetmańczuk przywołuje opinię polskiego rządowego eksperta, który w kuluarach niedawnych rozmów premierów Polski i Ukrainy, miał powiedzieć: „bez Brody - Płock, polski przemysł naftowy stanie się rosyjskim jeszcze w tym dziesięcioleciu [...] Rosjanie będą blokować Brody – Płock, żeby jak najszybciej przejąć nasze rafinerie”. Autorka wskazuje również, że ta wizyta, podobnie jak spotkanie premierów nie przyniosła żadnego rozwiązania w kwestii kompensacji dla polskich firm, które zainwestowały w specjalnych strefach na Ukrainie. Tym samym o prawdziwym dialogu będzie mowa dopiero wtedy, gdy polskie władze postawią na projekt Odessa – Brody, a ukraińskie przestaną „stawać na nogę” polskim inwestorom.

Generalnie wizyta prezydenta Kaczyńskiego oceniana była przez większość mediów pozytywnie, aczkolwiek widać również zdania krytyczne. Wizytę tą można odczytywać jako poparcie dla „pomarańczowej ekipy” przed wyborami. Optymizm polskiego prezydenta odnośnie NATO, przez pomysł opozycji na rozpisanie referendum w tej sprawie, może zetknąć się z twardymi realiami ukraińskiej rzeczywistości. Nie wydarzyło się nic nowego w sprawie Odessa – Gdańsk, i to Ukraińcy widzą. Jest to więc, w pewnym sensie, przedłużenie poprzedniej polityki - mamy więcej nic nie kosztujących deklaracji niż konkretnych działań.

Źródła:                                                   
Glavred.ua
Koresspondent.ua.
Dzerkało Tyżnja.ua.
Deń.ua.