Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Archiwum Konkrety i abstrakcje

Konkrety i abstrakcje


02 listopad 2007
A A A

Mijają pierwsze miesiące od poszerzenia Unii Europejskiej o nowe państwa, w tym Polskę. To oczywiście zbyt krótki okres, aby dokonywać poważnych, daleko idących podsumowań i jednoznacznie oceniać, jakie jest to nasze członkostwo? Możemy jednak już teraz stwierdzić, że nie spełniły się czarne scenariusze, zapowiadane przez eurosceptyków i przeciwników integracji. Polska nie utraciła suwerenności, cudzoziemcy nie wykupują tego, co polskie, warunki życia przeciętnego Polaka nie uległy pogorszeniu. Jeśli nawet wzrosły, więcej niż przewidywano, ceny produktów rolnych, to nietrudno zauważyć, że zarobili na tym ich polscy producenci, rolnicy.

Półtora miliona rolników złożyło wnioski o dopłaty bezpośrednie. Pierwsza pani komisarz z Polski otrzymała tekę "wartą" trzydzieści procent unijnego budżetu. Nasz głos jest wysłuchiwany i brany pod uwagę. I co chyba najważniejsze - Polska po trzech miesiącach członkostwa jest beneficjentem netto wobec unijnego budżetu. Wpłaty składek do kasy UE były dwukrotnie niższe od wartości otrzymanych środków. Kasandryczne przepowiednie eurosceptyków okazały się błędne również w tym wąskim, finansowym wymiarze. Tymczasem korzyści wynikające z członkostwa nie ograniczają się przecież do środków finansowych, napływających z Brukseli. Chodzi przecież o to, by nie tylko "mieć" coś z Unii, ale też "być" w Unii.

Nie tylko "mieć", ale też "być"

Właśnie z tego powodu potrzebna jest refleksja nad celami, wartościami i stylem naszego członkostwa. Powinniśmy określić pożądany

kierunek rozwoju Unii Europejskiej i swoją rolę w europejskiej rodzinie. W lutym tego roku p rezydent Aleksander Kwaśniewski zainicjował cykl debat: "Silna Polska w silnej Europie". Przeprowadzone dotąd dyskusje wykazały, że w środowiskach opiniotwórczych jest konsensus co do zasadniczych zrębów takiej wizji .

Chcemy Unii dysponującej sprawnymi i demokratycznymi instytucjami, dającej silne poczucie przynależności i partnerstwa każdemu z jej członków, liczącej się na arenie globalnej, zdolnej szybko i efektywnie reagować na wyzwania współczesności. Marzy się nam Unia bliska obywatelowi i wreszcie - Unia spójna oraz solidarna. Natomiast badania opinii publicznej wykazały, że Polacy są bardziej zainteresowani wymiernymi korzyściami, jakie niesie członkostwo, niż walką o przedłużenie nicejskiego sposobu ważenia głosów.

Te oczekiwania i nadzieje przyszło nam konfrontować z nerwowymi negocjacjami Konferencji Międzyrządowej, zdominowanymi kwestią Traktatu Konstytucyjnego. Nasz idealizm w sprawach europejskich zderzył się z europejską praktyką, a ściślej - z polityką. Ładnie brzmiące hasła skonfrontowane zostały z narodowymi interesami .

Sztuka kompromisu

Lekcja płynąca z tych twardych dyskusji jest, mimo wszystko, optymistyczna: interesu narodowego nie należy określać w opozycji do interesu europejskiego. Można przecież bronić swoich racji, nie zapominając o racjach ogólnoeuropejskich. Najlepiej pojmowany interes Polski , rozumiany jako stabilny rozwój i wyrównywanie zapóźnień cywilizacyjnych, jest przecież związany z interesem Unii Europejskiej jako całości - jeśli jeszcze nie dziś, to w przyszłości. Potwierdzeniem takiego podejścia do procesu integracyjnego było uzgodnienie ostatecznego kształtu Traktatu Konstytucyjnego, który utrzymuje dobrą pozycję Polski w unijnym systemie instytucjonalnym. Wszyscy chwalili się brukselskim kompromisem, choć każde z państw zaangażowanych w postnicejski spór czuło się zwycięzcą z innego powodu. Czyż może być lepszy dowód na to, że "wspólne" ustalenia nie muszą oznaczyć "kapitulanctwa" jednych i "dyktatu" drugich" ?

W ychowaliśmy się w kulcie walki oraz indywidualizmu . Nie mamy tradycji, a więc i umiejętności, zawierania kompromisów, szacunku dla partnera, nie potrafimy ustępować dziś w imię przyszłego pożytku. Mamy też szczególną, na tle "starej" europejskiej piętnastki, wrażliwość w sprawie suwerenności państwowej, której po II wojnie światowej nie odzyskaliśmy w pełni. Dlatego nasze pierwsze, europejskie kroki były tak nerwowe. Dyskutując nad kompromisem w sprawie Traktatu Konstytucyjnego pobraliśmy pierwszą naukę europejskiej kooperacji , co nie znaczy że nauczyliśmy się współpra cy.

Więcej za ...mniej

Potrzebujemy kolejnych dyskusji o naszym nieegocentrycznym pomyśle na Unię. O tym, co dla nas ważniejsze - dążenie do wyrównywani a poziomów życia w Unii czy wzmocnienie innowacyjności europejskiej gospodarki? Jakie potrzeby powinien zaspokajać budżet Unii po roku 2006? W jakich działaniach powinna się przejawiać europejska solidarność? Czy można mieć więcej Europy za mniej pieniędzy?

Jak widać, mamy się nad czym zastanawiać, zaś czasu na udzielenie odpowiedzi nie wyznaczamy sobie sami. Przestrzegałbym przed ograniczaniem tej refleksji tylko do tak zwanych polskich specjalności. Myślę o powtarzanej często tezie, że wnosimy do Unii specyficzną wiedzę i unikalne doświadczenie, na przykład dotyczące polityki wschodniej, i dlatego właśnie powinniśmy szczególnie realizować się w tej dziedzinie. Jednak wschodnia polityka UE istniała przed 1 maja 2004 roku - pozostaje nam więc włączyć się w jej kształtowanie, tak jak w przypadku innych polityk wspólnoty. Dla blisko czterdziestomilionowego państwa, leżącego w środku Europy, ważne są wszystkie dziedziny wspólnotowej polityki! Dotyczy nas i polityka konkurencji, i polityka przemysłowa, i polityka regionalna, i Strategia Lizbońska i wiele, wiele innych wspólnych, europejskich kwestii. Szans dla tak dużego kraju, o takich potrzebach cywilizacyjnych nie sposób upatrywać tylko w wybranych dziedzinach. Powinniśmy być aktywni we wszystkim, mając przy tym listę swoich państwowych priorytetów. Z poziomu troski o imponderabilia musimy zejść na poziom konkretu, wymiernych korzyści dla państwa, społeczności lokalnej, obywateli i wspólnot tworzących Unię.

Dariusz Szymczycha

Autor jest sekretarzem stanu w Kancelarii Prezydenta RP.