Republikanie na skraju przepaści
„Jeśli radykał Rush Limbaugh jest uważany za lidera twojej partii, to musisz zastanowić się poważnie nad jej funkcjonowaniem” – politolog dr Ryan Enlow.
W oczekiwaniu na wybawiciela
Klęska w wyborach prezydenckich, mniejszość w Kongresie i coraz większe tąpnięcia w szeregach przedstawicieli Partii Republikańskiej sprawiają, że Grand Old Party znajduje się w momencie krytycznym. Chociaż konserwatystów i „desperatów, którzy lgną do broni palnej” , jak mawiał Barack Obama, nigdy nie zabraknie, to pewne symptomy w amerykańskiej polityce muszą budzić niepokój i skłonić Republikanów do rewizji swoich działań. Jak jednak reformować partię, mając na uwadze zmiany społeczne i wyraźną ewolucję ku lewicowym rozwiązaniom, przy jednocześnie donośnym głosie tych zwolenników GOP, którzy z tęsknotą wspominają prezydenta Regana? Śmierć wieloletniego gubernatora Kalifornii, nieudane rządy Busha i brak charyzmatycznych liderów w GOP jeszcze bardziej ożywiły sentymenty w stosunku do najlepszego prezydenta USA w XX. wieku. Republikanie czekają na wybawiciela, który przywróci tradycjonalizm, dokonując przy tym koniecznych reform. Po przegranych wyborach w 1998 Ralph Reed przyznał: “Ronald Reagan nie będzie wygrywał kolejnych pojedynków wyborczych. Potrzebni są nowi liderzy i innowacyjne pomysły”. Po ponad dziesięciu latach Partia Republikańska nadal boryka się z tymi samymi problemami.
Ad Fontes!
Prezydentura Busha i retoryka republikańskich polityków podważa stosowność przyjętej strategii działania. To, co wyróżniało działania administracji Reagana od dzisiejszego republikańskiego politykierstwa to ścisły konstytucjonalizm oraz odwoływanie się do tradycji. Wartości, dzięki którym GOP trwa na scenie politycznej od lat 50. XIX wieku stopniowo ulegają degradacji. Chcąc realnie myśleć o sprawowaniu władzy i zdobywać poparcie konieczny jest kompromis pomiędzy duchem historii a nurtem postępowym XXI wieku. „Najlepszym rządem jest rząd o jak najmniejszym wpływie” – to motto prezydenta Reagana. Amerykanów zawsze charakteryzował sprzeciw wobec rozszerzaniu kompetencji władz federalnych, a historia była świadkiem różnych odmian federalizmu i wizji związanych z balansem władz. To Reagan ze swoim „devolution revolution” rozpoczął przywracanie władzy stanom po okresie hegemonii rządu federalnego, zapoczątkowanej w czasach New Deal. Największym błędem młodego Busha było sprzeniewierzenie się tym ideom. Oczywiście kwestią dyskusyjną pozostaje to, w jakim stopniu zamachy 9/11 przyczyniły się do kunktatorstwa prezydenta, jednak nie zmienia to faktu, że koncepcja „rządu minimalnego” forsowana przez administrację Reagana została odrzucona. Współcześni Republikanie całkowicie ignorują naukę płynącą z ust Ojców Założycieli Stanów Zjednoczonych. Politolog amerykański, Andrew Busch, analizując współczesną politykę za oceanem, zauważył, że Reagan odwoływał się do twórców konstytucji więcej razy, aniżeli jego czterech poprzedników łącznie. Posądzony o radykalizm, konsekwentnie wypełniał swoje obowiązki, nie bał się wchodzić w spory ideologiczne i w zdecydowany sposób bronił swoich racji. "Reaganism" nie był jednak niczym wyjątkowym, głoszone idee oraz podejmowane działania były tym, o czym przez cały XX wiek mówili konserwatyści.
Z kim do władzy?
Głównym problem dzisiejszej GOP jest brak kadr. Jakże groteskowo brzmią zapowiedzi, że liderem republikańskim stanie się wkrótce Sarah Palin. Według badań Pew Research ponad 70 proc. ankietowanych darzy sympatią byłą gubernator Alaski. Drugie miejsce w tym rankingu zajmuje ekonomista Mitt Romney. Republikanie mają świadomość tego, że brak im zdecydowanego, charyzmatycznego przywódcy i wyniki tego sondażu w pełni potwierdzają ten problem. Palin nie jest ani dobrym mówcą, ani wyjątkowym politykiem. Pod względem przebiegłości w działaniach politycznych Hillary Clinton bije ją na głowę. Jeśli taki „babofacet” jak była Pierwsza Dama nie zdołał wygrać nawet nominacji partyjnej, to nie wróży to pomyślnej przyszłości liderce Republikanów. Ubiegła kampania prezydencka potwierdziła słabość osobowości w szeregach Republikanów. John McCain to nie była dobra odpowiedź na czarnoskórego krasomówcę. Największy przegrany Rudolph Giuliani skompromitował się już na samym początku, a Mitt Romney nie zdołał wygrać z etykietą mormona. Najpopularniejszy Kongresmen za granicami Stanów Zjednoczonych, Ron Paul, boryka się ciągle z problemem medialnym. Cenzurowany przez Fox News, nielubiany, co zrozumiałe, w mediach lewicowych nie jest w stanie dotrzeć do Amerykanów. I pomimo tego, że niektórzy jego zwolennicy chcieli stworzyć w Teksasie miasto wzorowane na jego ideach, to w skali krajowej Ron Paul nie przekroczy progu 2-3 proc. Kolejny kandydat Michael Steele już nie jest kimś fascynującym dla Amerykanów, bo czarnoskóry prezydent zasiada w Białym Domu. Podchodząc do tego w sposób żartobliwy można byłoby zaproponować kogoś jeszcze bardziej egzotycznego na przykład Latynosa, i do tego przedstawicielkę płci pięknej. Jednak i w tym przypadku Republikanie zostali uprzedzeni. Sonia Sotomayor niedawno została sędzią Sądu Najwyższego.
Recepta na sukces
Istnieją dwie drogi wyjścia z impasu. Pierwsza z nich w założeniu mówi o odświeżeniu kadr i rekonstrukcji partii, drugie rozwiązanie to uzbrojenie się w cierpliwość i oczekiwanie na to, że obecna administracja w czasach kryzysu sama się pogrąży. Z racji tego, że politycy, kierując się pragmatyzmem zawsze wybierają najłatwiejsze rozwiązania, nie ma co liczyć na rewolucję. Przemijający kult Baracka Obamy i coraz większe problemy ekonomiczne działają na korzyść Grand Old Party. Kryzysy zawsze dodają punktów procentowych opozycji. Marnotrawstwo obecnej administracji, zwiększanie deficytu, ingerencja rządu federalnego w gospodarkę to największe atuty w rękach Republikanów.
Jednak czy Stany Zjednoczone z tak marnymi politykierami obronią swoją pozycję światowego hegemona? Czas pokaże.
Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.



Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz