Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Unia Europejska Jan Olszanowski: Gra warta Gruzji

Jan Olszanowski: Gra warta Gruzji


14 październik 2006
A A A

Stosunki rosyjsko-gruzińskie są napięte do granic wytrzymałości. Prześladowania mniejszości gruzińskiej w kraju „Wielkiego Brata” z jednej strony czy zawieszenie rozmów na temat przyjęcia Rosji do WTO z gruzińskiej inspiracji z drugiej, to najbardziej jaskrawe przejawy konfliktu na linii Moskwa – Tbilisi. W rzeczywistości, to pomiędzy Rosją a NATO toczy się gra o wpływy w tym ważnym dla stabilności całego regionu państwie.

Aby w pełni przedstawić istotę obecnego konfliktu, konieczne jest przybliżenie historii Gruzji, od zawsze związanej z Rosją i jej mocarstwowymi ambicjami. Ten górzysty kraj od wieków był podzielony w wyniku nieustannych walk o zdobycie władzy na jak największym terenie. W końcu XVIII wieku Herakliusz II, władca kilku „państewek” wchodzących w skład tzw. Gruzji Wschodniej, oddał terytorium nad którym sprawował władzę pod protektorat rosyjski. Od tego momentu datuje się działalność ruchu, dążącego do wyzwolenia narodu spod czujnych oczu mocarstwa.

Po wybuchu Rewolucji Październikowej wydawało się, iż niepodległość jest na wyciągnięcie ręki. Jednak zajęcie kraju przez Armię Czerwoną i włączenie go do ZSRR spowodowało, iż marzenia o niepodległości trzeba było odłożyć na bliżej nieokreśloną przyszłość. Pod koniec lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku w Gruzji, podobnie jak w innych republikach wchodzących w skład sztucznego tworu jakim był ZSRR, zaczęły się nasilać tendencje separatystyczne. Rozpad bloku komunistycznego i upadek Związku Radzieckiego pozwoliły na proklamowanie niepodległości.

Jak się jednak okazało, Gruzja pomimo formalnej niezależności pozostawała w orbicie wpływów rosyjskich. Wstąpienie do WNP i objęcie władzy przez prokremlowskiego polityka, ministra spraw zagranicznych w rządzie Michała Gorbaczowa – Eduarda Szewardnadze, uznane zostało przez naród za konieczność i cenę niepodległości oraz spokoju (w latach 1991-1993 w kraju toczyła się wojna domowa). Podobna sytuacja miała zresztą miejsce w niektórych innych republikach postradzieckich.
 
Początek XXI wieku to okres gwałtownych zmian w szeroko rozumianej Europie Wschodniej. Pomarańczowa Rewolucja na Ukrainie doprowadziła nie tylko do zmiany władzy, ale również dała sygnał innym krajom znajdującym się w orbicie zainteresowań politycznych Kremla, iż nastał odpowiedni czas na działania mające doprowadzić do jakościowej zmiany rządów i uniezależnienia się od Moskwy. Mało kto jednak zauważa, iż Gruzja doprowadziła do zmian już w roku 2003, to jest na ponad rok przed wydarzeniami w Kijowie. Po sfałszowanych wyborach parlamentarnych w listopadzie tamtego roku, Gruzja znalazła się na ustach całego świata. Rozpoczęte spontaniczne protesty groziły eskalacją napięć w kraju, a stacjonujące wojska rosyjskie stwarzały realną groźbę przelewu krwi. Pokojowe demonstracje, nazwane później Rewolucją Róż (od kwiatów z jakimi demonstranci pojawiali się na wiecach), doprowadziły do ustąpienia Eduarda Szewardnadze, oraz do zwycięstwa Michaiła Saakaszwilego w wyborach prezydenckich w styczniu 2004 roku. Moskwa nie zdecydowała się na jakiekolwiek gwałtowne ruchy, co nie znaczy, iż zamierzała bez walki zrezygnować z wpływów w tzw. „miękkim podbrzuszu Kaukazu”.
 
Przez cały rok 2005 nie obywało się bez drobnych incydentów i uszczypliwości spowodowanych zdecydowanie prozachodnim kursem nowych władz. Jednak to rok 2006 i rozpoczęcie faktycznych negocjacji w kwestii przyjęcia Gruzji do NATO poważnie zaogniły konflikt na linii Moskwa – Tbilisi. Dodatkowo Władimira Putina rozwścieczył fakt uruchomienia rurociągu, którym transportowana jest ropa z Azerbejdżanu przez Gruzję do Turcji i dalej na Zachód i znacznie zmniejszającego możliwości szantażu energetycznego stosowanego przez Moskwę oraz ograniczającego faktyczne korzyści ekonomiczne.

Kreml odpowiedział na działania Saakaszwilego w sposób, w jaki zwykł to czynić, czyli z pozycji siły. Zakaz importu win i produktów spożywczych spowodował kryzys budżetowy kaukaskiej republiki. Zamknięcie granic, nieregularne dostawy energii do Gruzji czy wreszcie wspomniane na początku prześladowania mniejszości gruzińskiej w Rosji miały doprowadzić do ukorzenia się "młodszego brata". Do gry wkroczyły Stany Zjednoczone i NATO.
 
Gruzja jest krajem ważnym politycznie dla Zachodu. Tendencje niepodległościowe oraz chęć, a nawet żądza niezależności korelują z potrzebami posiadania partnera na Kaukazie przez NATO. Z jednej strony jest to konieczne, by kontrolować politykę zagraniczną Moskwy oraz ograniczać jej dominację wynikającą z posiadanych zasobów naturalnych, z drugiej zaś jest pomocne przy walce z terroryzmem i ściganiu osób podejrzewanych o współpracę z Al-Kaidą. Wsparcie finansowe i polityczne udzielane przez Busha ekipie Saakaszwilego bynajmniej nie jest więc bezinteresowne.
 
A pomoc dla Gruzji jest potrzebna również z uwagi na skomplikowaną sytuację wewnętrzną. Adżaria oraz pozostająca poza kontrolą Tbilisi Abchazja – dwie republiki autonomiczne oraz Osetia Południowa, będąca także niezależnym od władz centralnych regionem, stanowią punkty zapalne na mapie politycznej Gruzji i bez wsparcia krajów zachodnich oraz silnego rządu w Tbilisi mogą być podatne na działania władz rosyjskich zmierzające ku rozbiciu Republiki Gruzińskiej. Dodatkowo sytuację komplikuje obecność rosyjskich sił pokojowych w "strefach konfliktu"; miałyby się one wycofać do roku 2008, ale z uwagi na obecną sytuację polityczną proces ten może się przedłużyć.
 
Jaka będzie przyszłość tego małego kraju darzonego przez nas sympatią z uwagi na dobre wina i wspomnienia wczasów nad Morzem Czarnym? Eskalacja działań rosyjskich władz zdaje się wskazywać na nieuchronny konflikt zbrojny i „przywołanie do porządku”. Z drugiej jednak strony wydaje się, że zmiany polityczne zaszły już na tyle daleko, iż regularna wojna mogłaby spowodować daleko idące konsekwencje nie tyle dla stosunków rosyjsko-gruzińskich, ale przede wszystkim dla stosunków Moskwy z Unią Europejską i krajami Zachodu w szerszym ujęciu. Rosja potrzebuje Europy, a Europa potrzebuje Moskwy.

Pojawia się jednak pytanie, czy w imię niepodległości niewielkiego kraju (choć posiadającego duże znaczenie polityczne) jakim jest Gruzja, NATO zdecyduje się na stanowcze kroki wobec Kremla. W mojej ocenie zdecydowanie bardziej możliwe są działania Rosjan poza oficjalnym kanałem dyplomatycznym i próba obalenia rządów Saakaszwilego poprzez zamach stanu lub inne działania tego rodzaju. Wbrew pozorom tęsknota za komunizmem w krajach byłego Związku Radzieckiego jest większa niż mogłoby się to wydawać z perspektywy Warszawy. A przecież Józef Stalin był Gruzinem…

***

Jan Olszanowski - absolwent Wydziału Prawa i Administracji UAM, obecnie aplikant sądowy

Redakcja psz.pl otrzymała artykuł od autora.