Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Strefa wiedzy Polityka Wrocław Global Forum 2013: Spoglądając w stronę Wschodu Europy

Wrocław Global Forum 2013: Spoglądając w stronę Wschodu Europy


16 czerwiec 2013
A A A
Podczas piątkowych obrad (14.06) poruszone zostały zagadnienia związane z tematyką wschodnią. Panel „Looking Towards Europe’s East” poprowadzony został przez Eugeniusza Smolara, a udział wzięli w nim: Adam Daniel Rotfeld, Celeste Wallander oraz Balázs Jarábik. Wspomniano na nim, że „płacimy dużo pieniędzy za samą możliwość powiedzenia Ukrainie, iż musi ona dokonywać reform” (E. Smolar), „nie ma problemu polskiej mniejszości, tylko demokracji na Białorusi”, a „Rosja trudno znosi ukraińską niepodległość” (A. D. Rotfeld). Poruszono też zagadnienie słabości Rosji, która jest wyzwaniem dla Europy i USA – „może i obraz rosyjskich elit politycznych jest ponury, ale rosyjskiego społeczeństwa już niekoniecznie. To nie jest Rosja sprzed 20 lat”. Nie mamy się też co spodziewać rosyjskiej interwencji na Ukrainie, za to model rządów Putina nie może działać w długim okresie – państwa poradzieckie potrzebują gospodarki, która działa” (C. Wallander). A pomimo tego, że „mamy wciąż erę postsowiecką na Ukrainie”, „tęsknotę za państwem opiekuńczym i obawę przed wzięciem losu w swoje ręce”, to „reformy na Ukrainie się wydarzą, jeśli tylko ukraińskie społeczeństwo będzie tego chciało” (B. Jarábik).
Image Eugeniusz Smolar rozpoczął dyskusję od zagadnienia definicji Wschodu, w tym jego aspektu geograficznego, tj. jak daleko on sięga. Zwrócił on przy tym uwagę na fakt, iż odpowiedzi w tej kwestii mogą być różne, w zależności od tego, kto pyta. Wyraził też pogląd, że „płacimy dużo pieniędzy za samą możliwość powiedzenia Ukrainie, iż musi ona dokonywać reform”.

Adam Daniel Rotfeld rozpoczął od tego, iż oceniając obecną politykę zagraniczną Moskwy nie możemy mówić ani o kontynuacji, ani o zmianie – to „post-kontynuacja i post-zmiana”, zauważalne są jednak „nowe rzeczywistości w Rosji”, gdyż w różnych dziedzinach życia społeczno-gospodarczego zachodzą jednak pewne procesy. W jego ocenie nie da się już wrócić do mechanizmów z poprzedniego ładu, natomiast imperialne zapędy państw nie są odzwierciedleniem ich relacji z innymi aktorami, ale są produktem ubocznym ich polityki.

Odnosząc się do tematu Ukrainy, nie uważa on, że założenia programu Partnerstwa Wschodniego były zbyt optymistyczne. Powiedział on, iż na Ukrainie jest wyraźny dysonans w społeczeństwie, związany z kwestiami historycznymi, ale i kulturowymi. Ukraińcy, w jego opinii, przeceniają również swoją „atrakcyjność”. Jak dodał, mówiąc o okresie transformacji i trudnych decyzji politycznych – w Polsce ludzie mają więcej pokory, a na Ukrainie debatują w którą stronę pójść – do Rosji czy do Europy, co sprowadza się do pytania „gdzie więcej zyskają?”. Jak zdradził, w rozmowach z przedstawicielami strony ukraińskiej podczas swoich wyjazdów do naszego wschodniego sąsiada powiedział im wprost – „państwa NATO czy Unii Europejskiej są tak zajęte swoją sytuacją wewnętrzną, że za pewien czas Ukraina może nie być już na liście priorytetów”.

Wyraził też pogląd, że „Rosja trudno znosi ukraińską niepodległość”. Jednak dostrzega on też pewne podobieństwa w tej kwestii do relacji Francji i Algierii, gdzie normalizacja stosunków zajęła im aż 20 lat. Podobnie jest na Wschodzie, dlatego jego zdaniem problemy rosyjsko-ukraińskie nie powinny aż tak dziwić. Komentując sytuację ukraińską wewnętrzną, powiedział, że elity są odzwierciedleniem społeczeństwa, a na Ukrainie, poza Partią Regionów, są trzy prawdziwe partie opozycyjne, które faktycznie reprezentują różne grupy społeczne. Jest to kontrast względem Rosji, gdzie jest jedna partia rządowa i koncesjonowane partie opozycyjne, z określonymi zadaniami. Na Ukrainie więc, w przeciwieństwie do FR, jest pluralizm.

W ocenie Rotfelda, wiele państw poradzieckich jest zależnych od FR nie poprzez inwigilację czy penetrację wywiadowczą, ale poprzez uwarunkowania ekonomiczne. Dziś ideologia nie odgrywa już znaczącej roli w stosunkach międzynarodowych, prędzej nacjonalizm – najważniejszym zagadnieniem jest władza (power), na której zdobywanie czy utrzymanie zorientowane są państwa. Współcześnie inna jest też rola państwa – ważne są możliwości wywierania wpływu.

Odnosząc się do kwestii białoruskiej, podkreślił on, że mniejszość polska na Białorusi nie była dyskryminowana przez tamtejsze władze, dopóki nie wymyśliła demokratycznych wyborów lidera. Wcześniej była ona postrzegana jako „własność reżimu”, natomiast po przeprowadzeniu demokratycznych wyborów w swojej strukturze stała się ona wrogiem systemu. Jak dodał: „nie ma problemu polskiej mniejszości, tylko demokracji na Białorusi”. Głównym problemem Białorusinów jest natomiast „pasywność białoruskiego społeczeństwa” dlatego trzeba szukać sposobów, jak pobudzić je do działania.

Opowiedział on również historię sprzed paru lat, gdzie na spotkaniu z rosyjskimi naukowcami na jednej z konferencji, powiedzieli mu, by nie zwracał uwagi na oficjalną retorykę. W ich ocenie relacje z Zachodem są dobre i nie przedstawia on dla Rosji zagrożenia. Prawdziwe problemy są na południu FR i z Islamem. Komentując ten „dualizm” w rosyjskim życiu politycznym, Rotfeld podkreślił, że w pełni nie da się jednak ignorować „oficjalnej retoryki”, gdyż kształtuje ona politykę zagraniczną, ale i wewnętrzną. Właśnie z tego powodu w Rosji nie wiadomo nigdy do jakiego stopnia w oficjalnych dokumentach ktoś stara się dostosowywać do wspomnianej retoryki, a na ile mówi o swoich własnych poglądach czy przekonaniach – to jest poważny problem.

Zdaniem Rotfelda innym trudnym zagadnieniem jest też miejsce i rola Federacji Rosyjskiej na arenie międzynarodowej, szczególnie w Azji. Wiąże się z tym i inny problem, jeden z największych, przed którym stoi współczesny świat – państwa upadłe, m.in. w Afryce, np. Libia. W jego ocenie Rosja jest praktycznie jedynym państwem, na którego wsparcie mogą liczyć.

Za jego słowami, niektórym w Rosji wydaje się wciąż, iż można odbudować rosyjską pozycję z czasów ZSRR. To, co mówił jednak wielokrotnie Rosjanom, podczas różnych okazji – „największą katastrofą w historii Rosji nie był wcale upadek Związku Radzieckiego, ale jego powstanie”. Z tego powodu przez 70 lat Rosja była izolowana i nie brała udziału w globalnych przemianach.

Odnosząc się do sytuacji na arenie międzynarodowej, Rotfeld stwierdził, że równowaga sił nie jest już właściwym podejściem do analizy stosunków międzynarodowych – „zresztą pomiędzy kim? Rosją a resztą świata? Rosją i Chinami a resztą świata? Nie. Trzeba nowego modelu prowadzenia i analizowania polityki zagranicznej”. Dodał też, że w Europie są zamrożone konflikty, o których trudno jest mówić w ramach politycznej poprawności. Natomiast komentując ostatnie wydarzenia na Kaukazie w kontekście konfliktu na linii Armenia-Azerbejdżan powiedział, że wzrost wydatków militarnych i generalnie przygotowania do wojny – nie są optymistycznymi prognostykami dla regionu. Ten potencjalny konflikt w regionie Morza Kaspijskiego należy powstrzymać i wspierać oba państwa w poszukiwaniu porozumienia. Należy jednak pamiętać, iż nie chodzi tam tylko o terytorium czy interesy, ale o dumę narodową oraz kwestie psychologiczne.

Celeste Wallander zwróciła uwagę, iż „kontynuacja jest ważnym elementem polityki zagranicznej każdego państwa”, natomiast polityka Putina napędzana jest sytuacją wewnętrzną i niepewnością związaną z funkcjonowaniem reżimu. „Widoczna jest też słabość Rosji, która postępuje równolegle do zmian w rosyjskim społeczeństwie i jego zwrocie w stronę demokracji. Jest to wyzwanie dla Europy i USA”. Dodała też, że jest to nowa sytuacja, do której potrzebujemy nowych strategii i planów, jak ją zagospodarować.

Komentując sytuację FR, powiedziała ona, że „obrona przeciwrakietowa jest istotnym zagadnieniem w rosyjskiej polityce zagranicznej, ale jest tylko jednym z jej elementów”. Poza tym, w temacie założeń konceptualnych rosyjskiej polityki zagranicznej, podkreśliła, że kiedy czyta się rosyjską dokumentację wojskową, zauważyć można, że opiera się ona na pewnych błędnych przesłankach – oficjalnie priorytetem pozostaje wciąż wojna konwencjonalna, co zdaje się być niedostosowane do współczesnych realiów, a bardzo dużo uwagi poświęca się ryzyku siłowego obalenia władzy. To, co należy jej zdaniem odnotować, to fakt, że w ostatnich latach widzimy, że reżim w Rosji, ale nie tylko, przekształca się, ale jest też wiele negatywnych zmian w skali globalnej.

Mówiąc o Ukrainie, Wallander podkreśliła, że Unia Europejska ma lepszą kartę przetargową i instrumenty do oddziaływania na Ukrainie – instytucjonalnie i finansowo niż Stany Zjednoczone. Jak stwierdziła, na Ukrainie zachodzą zmiany, ale władze nie chcą pogodzić się z kosztami przemian – „chcą korzyści, ale niekoniecznie nie chcą ponosić koszty”. Poruszając kontekst rosyjski, zauważyła, że „przed Gruzją, zastanawiano się czy Rosja użyje siły do walki o swój interesy, teraz znamy już odpowiedź”. Nie jest też tajemnicą, że rosyjskie dokumenty związane z bezpieczeństwem szeroko odnoszą się do obecności amerykańskiej, w tym NATO, w otoczeniu FR. Jak jednak dodała: „nie chcę być dramatyczna, ale nie mamy co się spodziewać rosyjskiej interwencji na Ukrainie”. Wspomniała też o rosyjskiej Flocie Czarnomorskiej na Krymie, która w jej opinii jest wyzwaniem dla Ukrainy, zwłaszcza dlatego, że konieczna jest koegzystencja i respektowanie wzajemnych praw. Podkreśliła też, że w USA jest silne dążenie i chęć utrzymania bliskiej współpracy wojskowej z Ukrainą, nawet pomimo obecności rosyjskich wojsk w jej granicach.

Podziela ona też pogląd, że fakt, iż próbowało się czegoś w przeszłości i nie zadziałało, nie znaczy, że ostatecznie nie zadziała. „Model rządów Putina nie może działać w długim okresie – państwa poradzieckie potrzebują gospodarki, która działa – to nie może tak działać w tak bliskiej odległości od Europy”. Wspomniała też, że „może i obraz rosyjskich elit politycznych jest ponury, ale rosyjskiego społeczeństwa już niekoniecznie. To nie jest Rosja sprzed 20 lat”. Opowiedziała się też za utrzymywaniem powiązań społeczno-kulturowych Zachodu z Rosją: „rosyjscy studenci powinni przyjeżdżać wciąż do Europy – nie należy poddawać się desperacji”.

Balázs Jarábik w swoim wystąpieniu podkreślał, iż NATO jest ważniejsze dla Rosji, niż wielu się wydaje. To, że Sojusz w rosyjskiej polityce zagranicznej jest istotny, potwierdzają najwyżsi przedstawiciele FR, jednak generalnie jego znaczenie jest mniejsze, niż wcześniej. Kiedyś kojarzony był głównie ze zbiorową obroną, dziś natomiast NATO kojarzone jest z innymi kompetencjami, a jego funkcje są nieco rozmyte.

W kwestii ukraińskiej, wyraził on pogląd, że Unia Europejska jest największym graczem w Kijowie. Zresztą jego zdaniem nie tylko, a jedynym wyjątkiem jest tu Białoruś. Powiedział on też, że „nie ma nic złego z programem Partnerstwa Wschodniego – po prostu działa on stosunkowo krótko”. Zauważył on również, że Ukraina jest na razie jedynym państwem, które może podpisać umowę stowarzyszeniową z UE, co pokazuje jak dużo pracy włożyła administracja Janukowycza w ten proces. Jego zdaniem „warunki do zmian na Ukrainie są”, a „Partnerstwo Wschodnie to nie narzędzie ekonomiczne, ale polityczne – korzyści są później”, co jest nową metodą Brukseli. Jarábik podkreślił też, że reformy na Ukrainie się wydarzą, jeśli tylko ukraińskie społeczeństwo będzie tego chciało.

„Mamy wciąż erę postsowiecką na Ukrainie. Mamy tęsknotę za państwem opiekuńczym i obawę przed wzięciem losu w swoje ręce”. W jego ocenie, UE jest w sytuacji, w której nie może sobie pozwolić na „przymykanie oczu” na sytuację wewnętrzną na Ukrainie. Nie jest też możliwe podpisanie umowy stowarzyszeniowej, bez spełnienia przez Ukrainę warunków postawionych jej przez Brukselę, a „decyzja Kijowa o zwolnieniu więźniów musi się wydarzyć, żeby stała się rzeczywistością – same negocjacje nic nie zmieniają”. Odniósł się też do zagadnienia Krymu – jego zdaniem jest tam „silne poczucie tożsamości i własnej odrębności”. Co prawda większość mieszkającej tam ludności jest pochodzenia rosyjskiego czy tatarskiego, ale jednoczy ich czynnik ekonomiczny, więc ta koegzystencja jest w korelacji z biznesem turystycznym. Za jego słowami „nie ma turystyki, nie ma Krymu”.

Odnosząc się do Białorusi, przedstawił on ciekawą informację, iż aktualnie FR płaci ogromne sumy subsydiów dla Białorusi, które stanowią ok. 50-60% całego białoruskiego PKB. Przypominając o tym, ze Białoruś jest starym partnerem Europejskiej Polityki Sąsiedztwa, podkreślił on komponent finansowy relacji na linii Mińsk-Moskwa. Komentując politykę sankcji wobec Białorusi, wyraził on opinię, iż „nie izolujemy Białorusi, ale samych siebie – to jedyny kraj, gdzie Unia Europejska nie odgrywa znaczącej roli. To wina Unii, że nie odgrywamy tam większej roli”. Jeśli chodzi natomiast o „receptę”, to jego zdaniem nie będą nią sankcje, „chyba, że narzucimy je też na Rosję”. Przytoczył on w tym kontekście słowa jednego z białoruskich opozycjonistów: „więcej Europy na Białorusi”. Jego pogląd na zmiany na Białorusi zamyka się w słowach: „zapomnijmy o Łukaszence i skupmy się na kraju”.

Mówił też o tym, iż FR chce aby Unia Euroazjatycka działała od 2015 r., jednak Białoruś i Kazachstan nie są tym zbytnio zainteresowani. W związku z tym ukraiński status obserwatora jest więc niemożliwy i wirtualny.

Mówiąc o zmianach u wschodnich sąsiadów UE, powiedział on, że „mamy wrażenie, iż wyczerpaliśmy już wszystkie metody, ale tak naprawdę nie korzystaliśmy z nich wystarczająco długo. Sankcje to nie rozwiązanie”. Dodał też, że 40% Białorusinów jest za autonomicznością swojego kraju – to potencjalni wyborcy, popierający demokrację. Co ważne, na Białorusi rośnie też liczba prywatnych przedsiębiorców – „to podpowiada, gdzie Unia Europejska powinna położyć nacisk”.

Foto: https://twitter.com/WGF2013/media/grid