Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Michał Cyran: Droga Tulipana


08 czerwiec 2010
A A A

Holendrzy doświadczyli braku stabilności, której poszukują teraz przy urnach wyborczych. Przed nowym premierem naprawdę wiele pracy.

Spośród wszystkich kłopotów, jakie przez ostatnie lata zasypały Kraj Tulipana na wierzchu leżą dwa: zły stan gospodarki i imigranci. Ten pierwszy okazuje się jednak ważniejszy w oczach wyborców, co pokazują ostatnie sondaże. W roku 2010 holenderskie społeczeństwo szuka przywódcy, który wyprowadzi ich z powrotem na odpowiedni szlak. Ta droga, o której marzy wielu wyborców ma prowadzić w kierunku spokojnego, mieszczańskiego państwa.

Image
(cc) jot_punkt
Ze startu w wyborach zrezygnowało wielu polityków, którzy jeszcze do niedawna zajmowali dosyć pewne miejsce w jednym z pierwszych rzędów. To wycofanie się wynika głównie z utraty pozycji, jaką kilkanaście miesięcy temu gwarantował im w miarę pewny mandat społeczny. Ostatnie lata popchnęły jednak wielu Holendrów w stronę obozu sceptyków, którzy coraz niechętniej odnoszą się do politycznych elit. Po wyborach z dziewiątego czerwca parlament opuści najprawdopodobniej około jednej trzeciej wszystkich jego członków. Druga Izba to 150 deputowanych wybieranych w wyborach powszechnych i proporcjonalnych. Na zdobycie potrzebnych do rządzenia 76 mandatów nie ma co liczyć żadna partia. Prawdziwym problemem okaże się jednak tworzenie koalicji, które potrwa zapewne trochę dłużej niż w innych krajach. 

Gra o władzę dotyczy tak naprawdę trzech aktorów: Partia Pracy (PvdA),  liberałowie (VVD) i chadecy (CDA). Lider tych ostatnich, Jan Peter Balkenende, znany z aż czterech upadłych gabinetów, zdecydował się znowu kandydować. Ostatni nieudany rząd tworzył wraz z Partią Pracy i Unią Chrześcijańską (CU). Ten zlepek rozpadł się w lutym, kiedy po długich negocjacjach socjaldemokraci wciąż sprzeciwiali się przedłużaniu misji wojsk holenderskich w Afganistanie. PvdA obiecała obywatelom wycofanie armii do końca roku, chciała zatem dotrzymać obietnicy. W ten sposów umarł kolejny sojusz pod przywództwem Balkendende, co nie zraziło go aby walczyć po raz piąty choć wydaje się być bez szans wobec konkurencji. CDA, z której wywodzi się były premier, dostaje w sondażach jakieś 20 mandatów, tracąc tym samym swój dawny elektorach. Poza nieudaną polityką Balkenende, dotychczasowych wyborców tego obozu zraziła zmiana ideowych fundamentów, która nastąpiła kiedy partia coraz częściej chadeckiej retoryki używała jedynie jako maski, dla silnie liberalnych zapatrywać gospodarczych.

Szef VVD zapowiedział, że jeśli wygra, utworzy gabinet przed 1 lipca. Rutte, 43-letni były menedżer jednego ze słynnych koncernów, już zapowiedział cięcia wydatków budżetowych, zmniejszenie rządu, oraz ograniczenia świadczeń dla imigrantów. Sondaże dają mu duże szanse na wygraną, a on sam już zaciera ręce na fotel premiera, głęboko wierząc w nieomylność swoich planów.

Nowy lider Partii Pracy, wieloletni burmistrz Amsterdamu Job Cohen, zastąpił Woutera Bosa, który stał na czele listy do początku marca, kiedy ogłosił rezygnację po upadku koalicji. Świeży przywódca, zajmuje w sondażach na przemian pierwszą lub drugą pozycję, a wielu Holendrów, szczególnie mieszkańców stolicy, widzi w nim człowieka umiejącego budować konsensus w złożonym środowisku. Niektórzy uważają, że będzie potrafił zjednoczyć liberałów ze swoją partią i stworzyć purpurowy sojusz. Właśnie to multikulturowe zachowanie zostało poddane obstrzałowi ze strony najbardziej kontrowersyjnego kandydata – Geerta Wildersa.

Słynny populista, który oskarża Cohena o zbyt łagodną politykę wobec imigrantów, widzi w tych ostatnich główne zagrożenie dla Kraju Tulipana. Całą swoją taktykę opiera na wskazaniu wroga, jakim jest islam, a ostatnio wydał raport o kosztach imigracji, jakie ponosi Europa. Partia Wolności (PW), której przewodzi Wilders, jako jedyna chce zlikwidować wszelką pomoc socjalną dla przybywających spoza kraju i narzucić limit przyjmowanych azylantów na poziomie tysiąca osób rocznie a nawet opodatkować noszenie burki. To ugrupowanie zwyciężyło w marcowych wyborach lokalnych w dwóch miastach, jedynych, w których brało udział - w Almere w pobliżu Amsterdamu i w Hadze. Słabnąca pozycja elit politycznych popycha coraz więcej wyborców pod skrzydła lidera PW, który posługuje się prostymi sloganami, podejmując najłatwiejsze tematy. Wielu wyborców rozumie jednak, że tego typu polityk nie tylko nie wyprowadzi ich kraju na upragniony szlak, ale zaprowadzi ich jeszcze bardziej w głąb lasu. Co ciekaw liberał Rutte zapowiedział, że nie wyklucza wejścia w koalicję z PVV, co daje Wildersowi spore szanse na miejsce w rządzie.

Przed Holandią historyczne wybory, które w kontekście sytuacji tego kraju znaczą wiele dla obywateli coraz bardziej spragnionych stabilizacji. Wyborcy wiedzą, że odzyskają ją dzięki znalezieniu odpowiedzi na podstawowe pytania, które stawiają coraz częściej. Poza kluczową kwestią gospodarki, dotyczą one wartości, z których słynął kiedyś ten kraj: otwartość, tolerancja i kosmopolityzm. Wokół tej osi budował swoją pozycję na arenie międzynarodowej. Nowy premier otrzyma wyjątkowo trudne zadania. Pierwszym będzie utworzenie solidnej koalicji.