Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Katarzyna Sarek: Wen Jiabao - (nie)pokorny premier

Katarzyna Sarek: Wen Jiabao - (nie)pokorny premier


28 listopad 2010
A A A

Wen Jiabao, premier i numer trzy Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin od kilku miesięcy wzywa do przeprowadzenia reform politycznych. Czy to zapowiedź odwilży w Państwie Środka czy jedynie niesubordynacja staruszka?

Człowiek z ludu

Wen Jiabao to wyjątkowa postać na chińskiej scenie politycznej. Bezpretensjonalnością, skromnością i ciepłym zachowaniem odróżnia się od pozostałych oficjeli o kamiennych twarzach kontaktujących się ludźmi wyłącznie przez TV. Energiczny i sprawny jak na swoje 68 lat, premier stał się ulubieńcem Chińczyków schodząc z piedestału między lud. Słynie z pracowitości, inteligencji i zamiłowania do historii, uważa, że można z niej wyciągnąć wskazówki na przyszłość. Ku strapieniu tłumaczy podczas wystąpień cytuje fragmenty wierszy i chińskich klasyków, kocha przysłowia i powiedzenia.

Z wykształcenia inżynier geologii, pracował przez wiele lat w biednej prowincji Gansu. W latach 80 dzięki poparciu Hu Yaobanga i Zhao Ziyanga dostał posadę w administracji centralnej i rozpoczął wspinaczkę na szczyt. W 1989 r. razem z sekretarzem generalnym Zhao Ziyangiem spotkał się ze studentami na placu Tian’anmen, po wybuchu zamieszek jego szef stracił stanowisko, on nie. W 1998 r. został wicepremierem odpowiedzialnym za finanse i gospodarkę. Cztery lata później objął posadę premiera.

Stroniąca od oficjalnych wystąpień żona - Zhang Peili, zarządza firmą jubilerską i jest wiceprzewodniczącą Chinese Jewelry Association. Syn Wen Yunsong po skończonych studiach w USA założył fundusz inwestycyjny New Horizon Capital świetnie radzący sobie w pozyskiwaniu inwestorów. Również córka Wen Ruchun nie skorzystała z chińskiej oferty edukacyjnej i studiowała za granicą, gdzie poznała obecnego męża, obecnie najmłodszego z dyrektorów nadzoru bankowego.

Wen Jiabao pozostanie na stanowisku do 2012 r., kiedy razem z Hu Jintao i pięcioma innymi członkami dziewięcioosobowego Komitetu Centralnego przekaże władzę „piątej generacji”. Pozostały mu dwa lata na urzędzie i chyba właśnie jesteśmy świadkami momentu, gdy odchodzący przywódca zaczyna bardziej troszczyć się o zapisanie się złotymi głoskami w historii niż o bieżącą sytuację polityczna. Choć trzeba przyznać, że Wen od dawna dba o swój wizerunek. W chińskich i zachodnich mediach jest okrzyknięty „ludowym przywódcą”, zawsze pierwszy na miejscu tragedii i katastrof, wyrażający współczucie i chęć pomocy. Przyczynił się do końca oficjalnego milczenia na temat rozprzestrzeniającej się epidemii SARS w 2003 r. Rok później przyznał publicznie, że rozprzestrzenianie się AIDS jest poważnym problemem w Chinach i odwiedził wioski zarażonych w Henanie. Już kilka godzin po trzęsieniu ziemi w Syczuanie w 2008 r. był na miejscu tragedii i nie wstydził się łez. Spędził chiński Nowy Rok razem z ludźmi uwięzionymi na dworcach przez śnieżyce, odwiedzał tereny dotknięte suszą i powodziami. Za jego rządów odciążono wieś znosząc podatek rolny płacony przez chłopów. Często wpada na niezapowiedziane wizyty na prowincję, przyprawiając o palpitacje lokalne władze. To brat łata, „dziadek Wen”, ściskający pokrzywdzonych i opłakujący zmarłych.

Dezynwoltura premiera

W 2007 r. podczas konferencji prasowej z obrad Zgromadzenia Ludowego, Wen Jiabao, jako pierwszy z najwyższych członków partii powiedział, że Chiny powinny przyjąć pushi jiazhi, czyli uniwersalne wartości. „Demokracja, uczciwy system prawny, wolność, prawa człowieka, równość[…] nie występują wyłącznie w kapitalizmie. To wartości, których pożąda cała ludzkość”.  Od tego momentu Wen Jiabao co jakiś czas wypowiada się w podobnym tonie – reformy polityczne są niezbędne.

W kwietniu 2010 r. Wen opublikował artykuł wychwalający Hu Yaobanga, dawnego sekretarza generalnego KPCh, w 1987 r. zmuszonego do rezygnacji za zbytnie zapędy reformatorskie i którego śmierć dwa lata później stała się zaczynem wydarzeń na Tian’anmen. W chińskiej polityce, pełnej aluzji i symboliki, takie wystąpienie nie bywa przypadkowe. Oznacza to nawiązanie do nurtu liberalnego w 78-milionowej partii, której daleko od bycia monolitem. Wen wysforował się na czoło zwolenników zmian i reform, ale mimo bycia premierem nie udaje mu się narzucić twardogłowym nowego kierunku politycznego.

Dobrotliwy premier potrafi także pokazać pazur. Okazją do wykazania się patriotyzmem stały się wyspy Diaoyu, jedna z licznych kości niezgody pomiędzy Chinami i Japonią. Wen Jiabao bardzo ostro bronił w prasie praw Chin do skalistych wysepek, odmówił spotkania z japońskim premierem podczas szczytu Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku i zagroził „podjęciem dalszych kroków”.

Podróż na południe

Tak jak wyprawa na południe Deng Xiaopinga w 1992 r. przeszła do historii, tak tegoroczna sierpniowa wizyta premiera w Shenzhenie, mieście–kolebce reform gospodarczych, ma szansę stać się kolejną. Podczas dwóch przemówień wygłoszonych z okazji 30-lecia utworzenia pionierskiej strefy ekonomicznej, premier stwierdził, że „bez reform politycznych sukcesy gospodarcze zostaną zaprzepaszczone i nie uda się przeprowadzić modernizacji”. Odważne stwierdzenia zostały wycięte z relacji mediów ściśle kontrolowanych przez departament propagandy, a pojawiły się jedynie w lokalnej prasie i kilku gazetach uznawanych za strefę wpływów Hu Jintao.

Niektórzy komentatorzy, jak np. Du Daozheng, były urzędnik partyjny i wydawca liberalizującego czasopisma naukowego Yanhuang Chunqiu, uwazają, że Hu i Wen działają ramię w ramię w opozycji do pozostałych członków KC. Hu, choć bardziej powściągliwy w słowach, również podkreśla potrzebę zmian, respektowania prawa i stawiania czoła nowym wyzwaniom. W końcówce rządów obaj próbują zmienić kierunek działań partii - kraj już się wzbogacił, teraz popracujmy nad lepszą dystrybucją dóbr i reformami politycznymi.

Wyprawa na Zachód

Premier Wen w październiku odbył tournee po Europie. Odwiedził kilka krajów, podpisał sporo porozumień, zasugerował Europie, żeby nie wtrącała się w chińską walutę, dostał w twarz pokojowym Noblem. Nie udało mu się ani zmniejszyć wrogości, ani zbudować nici politycznego porozumienia. Ale chyba największym echem odbija się wywiad udzielony CNN. Chińscy włodarze słyną z powściągliwości w kontaktach z dziennikarzami, a rozmowa Wena z Fareedem Zakarią jest pierwszą od dwóch lat.

Uśmiechnięty Wen spokojnie i rzeczowo odpowiadał na niewygodne pytania o cenzurę, wolność słowa, reformy polityczne. Padły szokujące, jak na chińskiego przywódcę, zdania: „nie tylko powinniśmy dać ludziom wolność słowa, ale musimy stworzyć im warunki do krytykowania pracy rządu; pragnienie demokracji i jej potrzeba wśród ludzi są nie do powstrzymania; to lud i siła ludu determinują przyszłość kraju i historii. Życzenia i wola ludu są nie do powstrzymania, podążający za nimi - zwyciężą, idący im przeciw - upadną”.

Wywiad w CNN okazał się zbyt drastyczny dla chińskich widzów i nie pokazano go w telewizji, ani nie cytowano w gazetach. Cenzor musiał być wysoko, skoro przemilczano słowa samego premiera… a może to gra pod zagraniczną publikę, wrażliwą na hasła wytrychy, jak prawa człowieka czy wolność słowa?

Czołowy chiński aktor

W szczerość wypowiedzi i intencji Wena wątpi wielu. Na przykład kolega Liu Xiaobo - pisarz Yu Jie. Wydał w Hongkongu książkę pt: „Wen Jiabao, najlepszy aktor Chin”, bardzo krytyczną wobec premiera. Dzięki niej zdobył zainteresowanie władz i areszt domowy. Także Zhai Minlei, znany reporter i twórca internetowej gazety www.1bao.org, z pasją zarzuca premierowi gołosłowie i cynizm. Rozczarowany brakiem jakichkolwiek zmian przytacza przykłady, gdzie władza zawiodła naród na całej linii – SARS, afera z melaminą, zatrute rzeki, zasypane osuwiskami miasta. Wen osobiście obiecał śledztwo w sprawie szkół, które podczas trzęsienia ziemi w 2008 r. składały się jak domki z kart, podczas gdy budynki rządowe przetrwały nietknięte. Do dziś odpowiedzialnych nie postawiono przed sądem, a wyroki dostali jedynie prowadzące śledztwa na własną rękę społecznicy.

Krytycy Wena uważają, że apele o reformy polityczne to gra, mydlenie oczu i oszukiwanie społeczeństwa. Tylko słowa, słowa, słowa, w ślad za nimi nie idą czyny. Od trzech lat premier nawołuje do reform i roni łzy. I co? I nic. A nawet jest gorzej niż dawniej. Zwłaszcza, jeśli chodzi o wolność słowa. Cenzura mediów i internetu przybiera monstrualne rozmiary, lista słów zakazanych w wyszukiwarkach internetowych ciągle rośnie. W cotygodniowych dyrektywach rozsyłanych przez departament propagandy na pierwszym miejscu znajduje się obecnie kategoryczny zakaz podawania jakichkolwiek informacji o nadciągającej ceremonii wręczenia Pokojowej Nagrody Nobla.

W szponach cenzury

Nie tylko Wen Jiabao pada ofiarą czujności cenzorów. Kilka dni przed ogłoszeniem zwycięzcy tegorocznej Pokojowej Nagrody Nobla, w mediach pojawił się list otwarty dwudziestu trzech emerytowanych urzędników i ważnych działaczy partyjnych ostro domagających się ukrócenia działań cenzury. Podpisali się pod nim, m.in. Li Rui, dawny sekretarz Mao Zedonga, Hu Jiwei, były redaktor naczelny Renmin Ribao (oficjalnego rządowego dziennika) czy Li Pu, były dyrektor agencji Xinhua.

W liście twierdzą, że cenzura posuwa się za daleko, wycinając np. fragmenty przemówień premiera czy zakazując publikacji tekstów dozwolonych 30 lat wcześniej. Według nich Central Propaganda Department, w sieci ironicznie nazywany „ministerstwem prawdy”, wyrósł na najważniejszy organ rządowy i stał się przeszkodą w rozwoju i funkcjonowaniu państwa, a partia umrze śmiercią naturalną, jeśli nie zapewni ludziom podstawowych praw.

Moment pojawienia się tego apelu, jak również kolejnego podpisanego przez ponad 100 intelektualistów, w którym domagano się uwolnienia Liu Xiaobo i reform politycznych, nie są przypadkowe, bowiem 15 października rozpoczynał obrady Stały Komitet Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych. Celem narad jest nakreślenie ram kolejnej pięciolatki na lata 2011-2015. Sygnatariusze mieli nadzieję, że uda im się wpłynąć na członków komitetu i powstrzymać dyktat cenzorów i ich „czarnych rąk duszących kraj”. Nadzieja po raz kolejny okazała się być matką głupich i naiwnych.

Bez wątpienia Wen Jiabao już zapisał się na kartach historii. W 2006 r. został zaliczony do 100 najważniejszych ludzi świata, w 2009 r. jako jedyny cudzoziemiec wszedł do dziesiątki ludzi mających największy wpływ na gospodarkę USA. Twarz premiera ozdobiła okładkę październikowego „Time”, z podpisem Wen’s World. Czy rzeczywiście Wen żyje w swoim świecie, a reszta chińskich przywódców w odmiennym? Czy wypowiedzi Wena są szczere i właśnie trwa niewidoczna dla mas walka na szczytach władzy czy to jedynie gra pozorów i budowanie wizerunku reformatora na użytek publiczności? Premierowi pozostały jeszcze dwa lata na pokazanie, kim naprawdę jest Wen Jiabao.