Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Miłosz Zieliński: Nowe prawo oświatowe na Litwie a sytuacja mniejszości narodowych


20 marzec 2011
A A A
Litewski sejm przyjął ustawę o zmianie prawa oświatowego. Przedstawiciele mniejszości narodowych argumentują, że nowe przepisy doprowadzą do zamknięcia wielu szkół, w których treści nauczania przekazywane są w językach mniejszości.
Rząd Andriusa Kubiliusa argumentował, że podstawowym celem nowej ustawy jest lepsze opanowanie przez młodzież z mniejszości narodowych języka litewskiego. Według sondaży przeprowadzonych na zlecenie rządu, mniejszości niedostatecznie znają jedyny oficjalny język na Litwie, co utrudnia im znalezienie dobrze płatnej pracy, a także ogólnie obniża ich poziom przystosowania do życia w państwie. Przepisy stanowią, że jeśli w danej miejscowości działają dwie szkoły, np. litewska i polska, a w szkole mniejszości narodowych uczniów jest niewielu, placówka ta zostanie zamknięta, a uczniowie będą uczęszczać do szkoły litewskiej. Według szacunków AWPL, spowoduje to zamknięcie połowy ze 120 szkół, w których naucza się po polsku.

Problem ten jest o tyle palący i uderzający w podstawy prężnej działalności kulturalno-oświatowej litewskich Polaków, że wielu z nich mieszka we wsiach i miasteczkach. To rozdrobnienie przekłada się na wiele szkół (właściwie szkółek) z niewielką liczbą uczniów. Działacze polscy uważają, że to poważny krok na drodze ku lituanizacji mniejszości narodowych.

Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że widmo ustawy, tak często prezentowane w polskich mediach, oddala się, ponieważ rząd Litwy przekazał projekt nowego prawa "do konsultacji" polskiemu MSZ-owi. Audronis Azubalis oświadczył jednak, że celem jego resortu były nie "konsultacje", ale "zakomunikowanie" zmian. To doprawdy dosyć mętne tłumaczenie. Jeśli miało służyć jedynie poinformowaniu Warszawy, rząd mógł zostawić tę kwestię i poczekać, aż parlament przegłosuję nową ustawę oświatową. Co to za różnica, czy Polska dowie się o niej ante czy post factum, skoro rezultat będzie taki sam?

By weszła w życie, ustawa musi zostać podpisana przez prezydent Grybauskaite. Zapowiedziała ona, że uczyni to tylko wtedy, gdy będzie miała pewność, że nowa ustawa nie upośledza uprawnień litewskich Polaków w porównaniu do tych, jakimi cieszą się polscy Litwini. Niektórzy uznali te słowa za zapowiedź weta. Sugeruję jednak poczekać, gdyż trudno jest przewidzieć decyzję pani prezydent. Nie zmienia to wszakże faktu, że Litwini po raz kolejny pokazują, jak wielki mają kompleks wobec Polaków i nie tylko (chodzi przecież także o Rosjan). Mały naród w środku Europy (o tak, wystarczy wybrać się na wycieczkę z Wilna do Uteny i ujrzy się znak - my mamy swój środek, Białorusini swój, więc i Litwini nie powinni udawać, że to oni nie mają racji) maluje wszystkie swoje traumy pędzlem tak grubym, że zamazuje nawet te momenty w historii, w których nikt Litwinów nie zmuszał np. do polonizowania się. Po raz kolejny zapominają, że w XIX wieku znalazła się grupa intelektualistów, którzy arbitralnie orzekli, że chłopa spod Kowna należy uznać na esencję litewskości. Nie winię ich za to, ponieważ w podobny sposób tworzono i inne narody w XIX wieku (nie tylko małe, ale i bardzo liczne, np. włoski). To, że pół wieku po rozpoczęciu forsownej rusyfikacji sprawę tożsamości trzeba było nakreślić bardzo jasno na zasadzie kontrastów, nie oznacza, że teraz nadal trzeba wierzyć w uniwersalność dziewiętnastowiecznych środków.

Przykład Litwinów bojących się szkolnictwa mniejszościowego powinien uzmysłowić wielu polskim politykom (i nie tylko im), że dramat dziejów Europy Środkowej polega na tym, że każdy z tutejszych narodów dał sobie wbić do głowy niemiecki rodzaj nacjonalizmu, zasadzający się na języku i ostrych podziałach etnicznych. Było to rozumowanie trafne, gdy trzeba było walczyć w sposób oczywisty o utrzymanie odrębności. Teraz jednak czas uświadomić sobie, że model taki dawno przekwitł i nie zanosi się na to, by musiał wybujać na nowo. Mamy szansę budować patriotyzm nowoczesny, oparty na pracy i poczuciu odpowiedzialności za wspólnotę - słowem, patriotyzm zachowań i postaw codziennych. Co więcej, winien być to patriotyzm myślenia: "wiem, skąd jestem i wiem, skąd są oni". "Oni" to także Litwini.

Możemy różnić się pod wieloma względami. Możemy mieć całkowicie odmienne spojrzenie na niektóre wydarzenia o znaczeniu przełomowym dla regionu, ale wbijmy sobie do głowy, że lęki w rodzaju Niemca z pikielhaubą niosącego aryjską wyższość nabitą na bagnet lub polskiego szlachcica wymachującego koncerzem i krzyczącego "tu jest wszędzie Sarmacja" to intelektualna błazenada.

Bracia Litwini, nigdzie nie znajdziecie lepszego przyjaciela niż tu, nad Wisłą.