Czy burka wyklucza europejskość?
Nastroje antymuzłumańskie nasilają się w Europie. Walka z burką i minaretami nie jest jednak walką z islamem jako religią. Jest próbą sił, pomiędzy różnymi propozycjami na odbudowę europejskiej tożsamości kulturowej. Europejczycy zdzierający zasłonę z twarzy muzułmańskiej kobiety lub walczący o powszechną i ogólną tolerancję, szukają odpowiedzi przede wszystkim na pytanie kim są i kim chcieliby być.
Dwa tysiące lat temu religie Europy, oparte na plemiennym politeizmie traciły swoją moc oddziaływania. Bóstwa greckie, rzymskie czy celtyckie z wolna przestawały być atrakcyjne dla mieszkańców Imperium Rzymskiego. Kilka wieków później podobny proces dotknął resztę kontynentu. Ich miejsce zajmowały kulty bardziej mistyczne, które poza tłumaczeniem zjawisk natury za pomocą rozbudowanej mitologii, oferowały i wymagały równie rozbudowanego systemu etycznego. W IV wieku walkę pomiędzy głównymi rywalami - Mitrą i Jezusem, wygrał ten drugi. I tak Europa zyskała drugi, obok antycznego, filar swojej tożsamości, chrześcijaństwo.
Ponad tysiąc trzysta lat później nowa idea zburzyła dotychczasowy porządek naszego kręgu kulturowego. Myśl oświeceniowa była pierwszym sygnałem, że chrześcijaństwo w swojej dotychczasowej formule, traci na atrakcyjności. Jej mniej lub bardziej udanymi efektami były: rewolucja francuska, demokracja z trójpodziałem władzy, czy rozdział Kościoła od państwa. Podobnie jak w okresie Imperium Rzymskiego, stara i nowa ideologia konkurowały ze sobą, przenikając się wzajemnie i nieustannie rozwijając. Wojowniczy zwolennicy laicyzacji musieli w końcu przyznać, jak bardzo sami tkwią w kulturze ukształtowanej przez chrześcijaństwo, Kościoły natomiast dostosowywały swoją naukę społeczną do współczesnych potrzeb.
Hasła wolności, równości, braterstwa czy tolerancji stały się powszechnie uznane. Stały się uzupełnieniem chrześcijańskiego dekalogu, jednak do dziś mają pewną zasadniczą wadę - nie zostały w pełni zdefiniowane. Były w pełni funkcjonalne, gdy wolność i tolerancja dotyczyły różnych ludzi i zjawisk z własnego kręgu kulturowego, lecz z chwilą pojawienia się elementów obcych stały się źródłem napięć, a nie rozwiązaniem. Kilkanaście milionów ludzi o mentalności wywodzącej się z islamu postawiło Europejczyków przed nowymi pytaniami.
Granice wolności i tolerancji w sensie indywidualnym są skutecznie proste - moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna twoja. W perspektywie całych społeczeństw powstają jednak kłopoty z interpretacją. Zasadniczym problemem jest pytanie, czy imigranci, którym pozwalały żyć pomiędzy nami powinni przyjąć nasze wartości. „Czy narzucanie tolerancji nie jest nietolerancją?". Wraz ze wzrostem liczby przybywających muzułmanów, ich odmienność staję się coraz bardziej widoczna i coraz mocniej godzi w poczucie światopoglądowego spokoju Europejczyków. Przychodzi pora na decyzję, czy Europa ma być tolerancyjną ostoją wielokulturowości, czy ma bronić tolerancji jako elementu systemu etycznego własnej kultury. To samo dotyczy pozostałych wartości, które stoją w sprzeczności z naukami islamu, a są nieodłączne dla naszej cywilizacji. Pora tym właściwsza, że dotychczasowe unikanie odpowiedzi, byleby tylko nie wywołać starcia (objawiające się np. w strachu przed jakąkolwiek krytyką islamu, przy jednoczesnym przyzwoleniu na nawet najbardziej brutalną krytykę chrześcijaństwa) budzi coraz większy opór.
Dotychczas zdaje się wygrywać opcja domykania kultury europejskiej w kręgu jej własnych wytworów. Prym wiodą Szwajcaria i Francja, ale nie można wykluczyć, że wkrótce dołączą inne społeczeństwa kontynentu. Kryzys gospodarczy i poczucie straconej stabilności nie sprzyjają zwolennikom wielokulturowości, podobnie jak brak możliwości rewanżu ze strony islamu w postaci szacunku dla wartości zachodnich. Decyzja nie będzie łatwa, ani bezkonfliktowa, jednak dokonać wyboru musimy. Jestem Europejczykiem, ale chciałbym wiedzieć, co to tak naprawdę w pełni oznacza.



Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz