Koniec Europy, którego nie będzie
Wieszczenie końca Europy stało się modne. Albo niewydolne gospodarki Południowców mają zniszczyć podstawy wspólnej waluty, albo to niemiecki program oszczędnościowy ma pogrążyć gospodarkę Unii w ciemnościach. Czasem wskazuje się na problemy z mniejszością muzułmańską, a innym razem na tendencje separatystyczne w poszczególnych krajach wspólnoty. Trudno zaprzeczyć istnieniu tych problemów, lecz paradoksalnie właśnie dzięki nim Europa zyska na spoistości.
Prawdą jest, że kryzys światowy wstrząsnął jednym z filarów Europy, wspólną polityką monetarną krajów strefy euro. Okazało się, że pogodzenie jednej polityki walutowej z wieloma, często sprzecznymi, systemami gospodarczymi krajów członkowskich jest zadaniem niezwykle trudnym. Co więcej, wiele rządów ukrywało prawdziwy stan swoich budżetów w obawie przed karą Brukseli. Gdy skończyła się koniunktura, prawda wyszła na jaw, a euro zaczęło tracić na wartości. Przeciwnicy wspólnej Europy podnieśli larum, jakoby właśnie nadchodził kres nienawidzonej przez niej idei, ale nie dostrzegli, że o wiele większe straty poniósł ich własny obóz. Kryzys obnażył wszystkie słabości państwa narodowego, zbyt wątłego by dać sobie rady z wyzwaniami współczesnej gospodarki światowej. Wspólnota udowodniła swoją siłę poprzez stworzenie pakietu ratunkowego dla tonącej Grecji. Sama decyzja może być oceniania różnie, w końcu stanowi niebezpieczny precedens, który może zachęcić do mniejszej odpowiedzialności w polityce ekonomicznej, jednak z perspektywy integracji europejskiej pokazał, że w zglobalizowanej gospodarce duży może więcej. Duży, czyli właśnie Unia. Pakiet ratunkowy ma również inne oblicze, mniej spektakularne, a zarazem o wiele ważniejsze – kontrola nad jego wdrażaniem wymusi stworzenie forum koordynacji polityki gospodarczej państw członkowskich, co może być pierwszym krokiem ku stworzeniu jednego standardu owej polityki w całej wspólnocie.
Podobnie sprawa ma się z problemem separatyzmu na naszym kontynencie. Obecnie najbardziej emocjonująca medialnie jest kwestia Belgii. Mówi się, że wkrótce państwo to straci rację bytu. Tak naprawdę, straciło ją już dawno temu. Belgia powstała w katolickiej opozycji wobec protestanckiej Holandii. Dziś kwestia religii nie odgrywa już żadnego znaczenia. Bez tego spoiwa, dominować zaczynają inne cele i wartości, głównie ekonomiczne. Belgia pęka i prawdopodobnie pęknie. A co z tego wynika dla całej Europy? Bardzo niewiele. Obie części składowe mogą stworzyć osobne państwa lub przyłączyć się do państw ościennych, ale wciąż będą częściami składowymi Unii. Trudno wyobrazić sobie ich egzystencję poza nią, ponieważ brak możliwości korzystania z zalet wspólnego rynku może być dla tak małych państw zabójcze.
Sceptycy uważają, że widmo islamizacji Europy jest kolejną barierą, która ma szanse zniszczyć Unię. Opozycja „my i oni (obcy)” jest niezmiernie istotnym budulcem kształtowania tożsamości każdej grupy. Ścieranie się różnych systemów wartości sprzyja ich wyklarowaniu. Dzięki temu powstaje szansa na odpowiedź, czym jest europejskość. Strach przed islamem spycha powoli na dalszy plan dotychczasowe „idee opozycyjne”, czego doskonałym przykładem jest rozpadająca się Belgia, gdzie poparcie dla praw ograniczających ekspansję islamu w przestrzeni publicznej wyrażają wszystkie opcje polityczne, czy to socjaliści, liberałowie, czy chadecy, czy Walonowie lub Flamandowie. „My – Europejczycy i Oni – ludzie wrodzy naszym wartościom” może z czasem przykryć inne kwestie. Stanie się tak zwłaszcza w wypadku, jeśli będzie nasilać się demograficzna presja ze strony muzułmanów.
Kryzysy są stałą częścią historii ludzkości. Wiele z nich doprowadziło do upadku dotychczasowych porządków, jednak nie można zapominać, że wiele z nich miało odwrotne skutki. Przezwyciężone wzmacniały ustrój, który miały złamać. Wiele wskazuje również na to, że i tym razem tak będzie. Zamiast Unii nieokreślonej otrzymamy Europę, która będzie miała odpowiedni potencjał i właściwe narzędzia, by skutecznie rywalizować na arenie międzynarodowej. Koniec Europy, to koniec, którego nie będzie.



Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz