Wybory USA: Po Iowa najbardziej cieszą się Demokraci
Republikanie mają w tym roku najlepszą okazję do pokonania urzędującego prezydenta od czasów, gdy Ronald Reegan ponad 3 dekady temu zastąpił Jimmy'ego Cartera. Mimo to, Demokraci po cichu świętują, bo wtorkowe wyniki prawyborów w Iowa, pokazały, że to zadanie będzie znacznie trudniejsze, niż się wydawało.
Demokraci obawiali się, że ewentualne, miażdżące zwycięstwo Mitta Romneya w Iowa i New Hampshire nie tylko zakończy walkę o nominację w Grand Old Party, ale także szybko doprowadzi do zjednoczenia partii. Zjednoczenia z kandydatem, który będzie miał ogromny i przede wszystkim rzeczywisty potencjał do zwycięstwa z Barackiem Obamą. Romney wygrał i jest też przekonany, że wygra w New Hampsire. Pytanie tylko, czy jest to przekonanie uzasadnione.
Pomyślmy. Wynik procentowy, jaki uzyskał jest praktycznie taki sam, jak 4 lata temu, gdy przegrywał z Mike'em Huckabee. Patrząc na wielkości bezwzględne zdobył 6 głosów mniej. Nie jest to wielki postęp dla kandydata, który zabiegał o względy mieszkańców Iowa przez ostatnie 5 lat. Co więcej, procentowo jest to najniższy wynik jaki osiągnął zwycięzca w 40 letniej historii pre-elekcji w Iowa. Frekwencja była względnie wysoka – 122 tys. to nieznacznie lepszy wynik niż w 2008r. Nie można jednak mówić o dużym entuzjazmie, widać, że partia nie znalazła jeszcze swojego lidera.
Ja teraz będzie rozwijała się sytuacja? David Gergen, analityk polityczny CNN, przewiduje trzy możliwości.
Scenariusz nr 1
Romney będzie konsekwentnie maszerował do końcowego zwycięstwa w Tampa, gdzie w sierpniu odbędzie się ogólnokrajowa konwencja Republikanów. Spośród wszystkich kandydatów to on ma wciąż dwa najmocniejsze argumenty – pieniądze i organizację. Z takimi kartami, w sytuacji gdy w grze pozostało nadal tak wielu konkurentów może kontynuować swoją strategię „dziel i rządź”, która doprowadziła go do nieznacznego, ale jednak zwycięstwa w Iowa.
Dziwna decyzja Ricka Perry o kontynuowaniu walki była niezwykłym dobrodziejstwem dla Romney'a, którego najlepszą drogą do zwycięstwa jest osiągnięcie dwucyfrowego zwycięstwa w New Hampshire. Potem zostanie wzmocniony poparciem gubernator Karoliny Północnej, Nikki Haley. W ten sposób powinien być już świetnie przygotowany do pojedynku na Florydzie i w przypadku jego zwycięstwa tam, wyścig by się zakończył. Trzeba też pamiętać, że pomimo licznych zastrzeżeń, wielu głosujących w Iowa wybrało właśnie byłego gubernatora Massachusets. Widzieli w nim pewnego zwycięzcę i wierzą w realne zmiany w gospodarce. Romney dalej zachował te atuty.
Na jego korzyść przemawiają też wyniki badania Gallupa. Ankietowanych poproszono, by określili swoje preferencje ideologiczne w skali 0 – 5. 0 to poglądy skrajnie liberalne, 5 skrajnie konserwatywne. Co ciekawe, średnia wyniosła 3,2, czyli trochę na prawo od centrum. Obama jest oceniany na 2,3, a Romney na 3,5. Krótko mówiąc to nie obecny prezydent, a potencjalny kandydat Republikanów jest bliższy preferencjom wyborców. Taki kolej losu wydaje się być najbardziej prawdopodobną.
Scenariusz nr 2
Zwycięży kandydat o bardziej konserwatywnych poglądach niż Romney. Najbardziej konserwatywni działacze wyraźnie nie chcą jego kandydatury. Na razie trudno im rywalizować z obecnym liderem, ale mogą się zjednoczyć i poprzeć tylko jednego kandydata. Na razie największe szanse ma na to Rick Santorum. Jego wynik sprawia, że może skupić na sobie uwagę mediów, a poruszające przemówienie, które wygłosił po Iowa pokazuje, że potrafi także łączyć się emocjonalnie z wyborcami.
Prognozy są dla niego obiecujące. Według środowego sondażu CNN/ORC wśród wyborców, którzy oglądali wyniki z Iowa, Santorum podwaja swój rezultat z 5 do 10%, głównie kosztem Gingricha, który spada z 12 na 9%. Liderem pozostaje jednak Romney z 47%. O ile można jeszcze wierzyć, że Santorum będzie w stanie zredukować jego prowadzenie New Hampshire, o tyle ciężko sądzić, że mógłby się pokusić o jakieś oszałamiające zwycięstwo w Południowej Karolinie, gdzie jego poparcie wciąż jest jednocyfrowe.
Drugą możliwością dla konserwatystów jest Gingrich. Mimo że wyniki z Iowa ograniczyły jego możliwości to wciąż ma znaczące szanse, dzięki poparciu na południu. Co prawda, w Karolinie Południowej i na Florydzie dawno nie przeprowadzano sondaży, to jednak wedle ostatnich w obydwu tych stanach znacząco prowadzi. Gingrich zapowiedział też ofensywę przeciwko Romney'owi i Santorum, która może mu dodać kilka punktów. Warto też przypomnieć, że 4 lata temu, podobnie jak on, 4 miejsce w Iowa zajął John McCain (z tym samym poparciem(!)), który później uzyskał nominację.
Scenariusz nr 3
Ostatnia, najmniej prawdopodobna możliwość to pojawienie się kogoś innego, kompletnie teraz nieznanego. W normalnych warunkach, tak późne dołączenie do peletony byłoby uznane za science-fiction. Teraz jednak, republikańscy wyborcy są przerażeni wyborem, przed którym stoją. Erik Erickson zacytował niedawno jeden z e-maili jakie ostatnio dodaje. Typowych e-maili podobno: „Jeśli przyłożyłbyś mi pistolet do głowy i powiedział – Romney czy Santorum, odpowiedziałbym, pociągnij za spust”.
Kto mógłby wkroczyć do gry? Można sobie wyobrazić kilku kandydatów (np. Chris Christie, gubernator New Jersey, czy Jeb Bush, brat Goerga) jednak przy każdym pojawia się jakieś poważne „ale”. Pytanie, czy taki „kryzysowy” kandydat miałby szansę na zwycięstwo. Możliwe, że tak. Po zmianie przepisów, które zmieniły zasadę „zwycięzca bierze wszystko”. Mimo to, jest już bardzo późno na zbieranie pieniędzy, ale nie można wykluczyć pojawienia się „czarnego konia”. W wyborach wszystko jest możliwe.
Na razie, wynik z Iowa największe nadzieje daje Demokratom. Pokazuje on, że Republikanie nie mają lidera, który byłby w stanie zwycięsko walczyć z Obamą. A czasu do wyborów coraz mniej. Rywalizacja powinna się rozstrzygnąć mimo wszystko pomiędzy Romney'em, a Gingrichem. To jedyni wybieralni kandydaci. Każdy z nich ma jednak wiele wad, które pomimo sporej kontestacji polityki Obamy, mogą zniechęcać do głosowania na Republikanów.
http://tematzastepczy.blogspot.com/2012/01/wybory-usa-po-iowa-najbardziej-ciesza.html
źródło: cnn


Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz